Stosik 1/2017

Dziś ostatni dzień stycznia, więc zgodnie z tradycja powinno pojawić się dziś podsumowanie. Jednak ze względu na to, że był to pierwszy od dawna miesiąc, gdzie pojawiła się więcej niż jedna recenzja, przygotowałam coś znacznie ciekawszego.
Ostatni stosik był prawie dwa lata temu, dlatego uznałam, że pokazać zdobycze książkowe, które trafiły do mnie wciągu ostatnich miesięcy. Jednak biorąc pod uwagę pokaźną liczbę książek stwierdziłam, iż należy podzielić je i wstawić kilka mniejszych stosów. Dlatego też dziś przedstawię pierwszy z nich, a w ciągu nabliżych kilku tygodni pojawią się pozostałe. Nie przedłużając przedstawiam Wam 12 stosik na blogu.


Od góry:

Płytkie groby - prezent. 
Wybrałam tą książkę spontanicznie, jednak mam nadzieję, że się nie zawiodę. Opis jest intrygujący, więc liczę, iż środek również taki będzie
W sercu światła - od Moondrive. 
Trzeci tom wraz z drugi dopiero niedawno do mnie dotarł, jednakże recenzja została już opublikowana. Znajdziecie ją pod tym linkiem
W spojrzeniu wroga - jw. Recenzja tutaj
Tancerze burzy oraz Bratobójca - zakup własny na allegro. Od dawna polowałam na pierwszą część, a ze wględu na okazje jaka się trafiła kupiłam od razu drugi tom.

Co sądzicie o książkach, które do mnie trafiły? Czytaliście którąś czy może jakąś macie w planach?

138. Ukryta łowczyni

ukryta.pngW mieście pod górą tyran sprawuje władzę absolutną. Jedyny troll, który byłby zdolny mu się przeciwstawić, został oskarżony o zdradę i uwięziony. Cécile uciekła z mrocznego Trollus, ale już wkrótce zdała sobie sprawę, że wcale nie znajduje się poza zasięgiem władzy króla i jego manipulacji Cécile mieszka z matką w Trianon i każdego wieczora występuje na deskach sceny operowej. Za dnia zaś niestrudzenie szuka Anushki, czarownicy, która przez pięć stuleci umykała trollom. A niezależnie od tego, czy zwycięży, czy poniesie porażkę, jej bliscy zapłacą wysoką cenę.
Aby odnaleźć Anushkę, dziewczyna musi zagłębić się w magię, która jest mroczna i zabójcza. Czarownica jest jednak przebiegła, a Cécile może się okazać nie tylko łowczynią, ale i zwierzyną.


Tytuł: Ukryta pieśniarka
Tytuł oryginału: Hidden Huntress
Autor: Danielle L. Jensen
Wydawnictwo: Galeria Książki
Tłumaczenie: Anna Studniarek-Więch
Seria: Klątwa
Tom: II

"Porwana pieśniarka" okazała się wciągającą książką z oryginalną fabułą, w której to autorka przedstawiła Trolle w nowym świetle. Byłam oczarowana powieścią stworzoną przez Danielle L. Jensen i niecierpliwie czekałam kontynuacje. Długo nie trwało, gdy ponownie zostałam wciągnięta do świata stworzonego przez pisarkę. Byłam ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów, ale przede wszystkim liczyłam, że druga cześć okaże się jeszcze lepsza, niż poprzednia.

Bieg wydarzeń doprowadził do rozdzielenia Cecile i Tristana. Dziewczyna po wyleczeniu ran wyrusza do matki, która zapewnia jej nie tylko miejsce do zamieszkania. Dzięki niej może spełnić swoje marzenia, gdyż śpiewa na dużych scenach. Mogłoby się wydawać, że młoda pieśniarka nie potrzebuje niczego więcej do szczęścia. Jednak głowę Cecile cały czas zaprząta obraz jej ukochanego, którego musiała opuścić.
W tym samym Tristan ponosi karę, za niesurbordynacje względem ojca. Pomimo tego zbiera sojuszników, by być gotowy na odebranie władzy chociażby siłą.

" Dlaczego tak mocno wiążemy swój los z jedną osobą, że wszystko, czym jesteśmy, wszystko, co robimy, zależy od niej. "

Z początku obawiałam się drugiej części. Nie wiedziałam czy uda mi się po raz kolejny wciągnąć w historię Trolli. Jednak moje obawy okazały się bezpodstawne. Od pierwszych stron wiedziałam, że "Ukryta łowczyni" trzyma poziom poprzedniego tomu. Mimo tego nie obyło się bez "błędów", przez które musiałam kilka razy odłożyć książkę.

Co może być najgorsze w postaciach? Ich nieprzemyślane, a czasami wręcz idiotyczne decyzje przez które ma się ochotę rzucić książka w ścianę. Zapewne część czytelników zgodziłaby się ze mną w tym temacie. Jednak jaki jest związek mojej ogólnej opinii do "Ukrytej łowczyni"?
Nasi główni bohaterowie pod względem osobowości przeszli drobną przemianę. Raz zachowywali się niezwykle dojrzale i rozważnie, aby w następnym rozdziale użalać się nad sobą oraz popełniać kardynalne błędy. Bardzo mnie to raziło w oczy i żałowałam, iż autorka tak mocno "wahała" się w ich charakterach. Książka mogła być znacznie lepsza, gdyby postacie mieli tylko jedną (najlepiej nie wkurzającą) osobowość.
Bohaterowie poboczni są cudowni. Jednak niestety w tym przypadku nie mogę pochwał kierować w stronę ludzkich postaci, które nie oczarowały mnie niczym. Nadal pierwsze miejsce zasłużenie zajmują mieszkańcy społeczności Trolli. Oni w porównaniu do innych wybijali się swoimi charakterami i dodawali uroku książce.

W tej części akcja przenosi się do świata ludzi. Jednak książka nic na tym nie traci. Nie dość, że odwiedzamy nie raz dobrze znaną Samotną Górę, to autorka zadbała by świat istot przy ziemskich również był intrygujący. Pisarka tka sieć intryg, kłamstw, niewypowiedziany obietnic w doskonały sposób trzymając czytelnika w niepewności, aż do ostatniej strony. Bardzo przypadły mi do gustu niuanse zawarte w tej części, dzięki którym książka była znacznie ciekawsza.

" Szczęście jest tym, na czym polegają ci, którzy nie umieją planować. "

Styl autorki nadal pozostaje lekki, jednak książkę czyta się z przyjemnością i nie zauważa się upływającego czasu. Co jest bardzo ważne ostatnimi czasy dla mnie do dialogi. Nie raz nacięłam się na sztuczne wypowiedzi postaci lub też zapychacze, które nie wnosiły nic do fabuły. Jednak "Ukryta łowczyni" pod tym względem jest bliska ideału. Wszelkie rozmowy są realistyczne, a nastrój im towarzyszący dobrze dobrany.Pisarka nie zapomniała również o zwrotach akcji. Nie uświadczymy ogromnej ilości, jednakże mogę zapewnić, że każdy z nich będzie niespodziewany. Książka jest na tyle przemyślana, iż rozwiązania tajemnic są trudne do domyślenia się, ale jednocześnie nie są " od czapy".

"Ukryta łowczyni" jest dobrą kontynuacją, która nie powinna zawieść nawet wymagających czytelników. Jednakże cały czas odnoszę wrażenie, iż autorka mogła skończyć historię w tej części. Według mnie brakowało jedynie kilkunastu stron do zamknięcia fabuły. Tym samym obawiam się zakończenia ostatniego tomu. Mam nadzieję, że autorka nie zgotuje nieszczęśliwego zakończenia, które swoją drogą nie ścierpię.

Moja ocena
8/10

Porwana pieśniarka | Ukryta łowczyni | Waleczna czarownica

137. Legenda. Patriota

Okładka książki Legenda. PatriotaJune i Day poświęcili bardzo wiele dla ludu Republiki i dla siebie nawzajem. Teraz ich kraj zaczyna pisać swoją historię od nowa. June wraca do łask Republiki, pracując z rządową elitą skupioną wokół Najwyższego Elekta, zaś Day awansuje na wysoką pozycję w armii. Ale żadne z nich nie może przewidzieć okoliczności, które sprawią, że znów będą musieli działać razem. Właśnie wtedy, gdy pokój wydaje się być tak bliski osiągnięcia, wybuch epidemii powoduje panikę w Koloniach i do granic miast Republiki zbliża się wojna. Nowy rodzaj epidemii jest najbardziej zabójczy z wszystkich dotychczasowych i, jak wkrótce przekonuje się June, jedyny sposób obrony Republiki może kosztować Daya wszystko, co ma.

Tytuł: Legenda. Patriota
Tytuł oryginału: Champion
Autor: Marie Lu
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Seria: Legenda
Tom: III

Ostatnia część Legendy wyszła już jakiś czas temu. Jednak ze względu na moją długą przerwę w czytaniu, dopiero niedawno miałam okazje poznać finał serii i pożegnać się z bohaterami. Pomimo tego, że moje poprzednie recenzje wyraźnie zwracały uwagę na niedoskonałości powieści, summa summarum pokochałam historie June i Day'a. Dlatego też z pewną obawą oraz smutkiem rozpoczęłam ostatnia podróż do dystopicznego świata stworzonego przez Marie Lu.

Nastał w końcu upragniony pokój. Nowy Elektor chce wprowadzić Republikę na nowe tory, by była wolna od wojen i nienawiści. Nowy początek dla państwa oznacza również nowy początek dla June I Day'a. Dziewczyna porzuciła swoje stare życie i szkoli się na Princeps-Adeptkę. Day po zostaniu bohaterem ma w końcu okazje wieść spokojne życie wraz z bratem. Jednakże obojgu do prawdziwego szczęścia brakuje siebie. Po ich rozstaniu osiem miesięcy temu nie zanosi się, by mieli okazje do ponownego spotkania. Jednak życie nie zapewni im jeszcze spokoju. W Koloniach wybucha epidemia, za którą posądza się Republikę. Świat June i Day'a ponownie staje na głowie, a oni muszą jeszcze raz zapewnić sobie pokój.

" Czy jest sens nadal być człowiekiem, gdy pozbędziesz się uczuć? "

Pierwszą rzeczą, na którą zwraca uwagę czytelnik rozpoczynając Patriotę to zmiana jaką przeszli bohaterowie. June wraz z Day'em mieli schematyczne charaktery przez co wydawali się niezmiernie sztuczni. Jednak po wszystkich przygodach, z którymi musieli się zmierzyć, ich osobowość ulega zmianie. Pojawiają się niedoskonałości w charakterach, przez co czytelnik nie ma poczucia, iż autorka ich po raz kolejny wyidealizowała. Dzięki temu tworzą miły duet, który poznaje się od nowej strony z przyjemnością.

Zakończenie "Wybrańca" mogło rozwiązywać większość kwestii, które pojawiły się na przestrzeni dwóch części. Dlatego też byłam ciekawa, w jaki sposób pisarka zapełni kilkaset stron ostatniego tomu. Pomysł z epidemią był intrygującym rozwiązaniem, mimo że z początku nie byłam do niego przekonana. Wydawało mi się, iż jest to tylko kolejna wojna, która jest na doczepkę. Jednak autorka wykorzystała koncepcje w stu procentach, zapewniając czytelnikowi wspaniale spędzony czas. Marie Lu bez problemu potrafi tworzyć fascynującą akcje. Początek powoli wprowadza czytającego w obecną sytuacje, by następnie wrzucić go w sam bieg wydarzeń.

" Powiedz mi, że gdzieś na tym świecie istnieje jeszcze dobro. Powiedz mi, że dla nas wszystkich jest jeszcze jakaś nadzieja. "

Autorka również i w tej części ukazała swoją pomysłowość, ukazując funkcjonowanie kolonii i różne nowinki technologiczne. Czytając Patriotę miałam możliwość kolejny raz docenienia "świeżych" koncepcji, które stworzyła Marie Lu na potrzeby historii. Co ważniejsze, każda z nich była skrupulatnie przemyślana i idealnie wpasowywała się w pozostałe idee. Widać gołym okiem jak wiele pracy oraz serca włożyła pisarka w napisanie tej części.
Bardzo nie lubię kończyć serii, która skradła moje serce. Zdaję sobie sprawę, że to będzie moje ostatnie spotkanie z bohaterami, dlatego też nie raz w czasie czytania ostatniego tomu czuję wielki smutek. W przypadku Patrioty byłam jeszcze bardziej zrozpaczona, gdyż autorka idealnie buduje napięcie i nie da zapomnieć, że jest to wielki finał przygody. Było to mistrzowskie posunięcie, które wyciska łzy podczas czytania ostatnich/ej strony.

"Patriota" zgodnie z moimi marzeniami było godnym zwieńczeniem historii June i Daniela. Marie Lu w perfekcyjny sposób napisała ostatni tom, sprawiając że zostaje on zapamiętany przez czytelnika na długi czas. Ja sama już tęsknię, za światem przedstawionym w Legendzie i mam nadzieję, iż kiedyś do niej powrócę.

"- Cześć- mówi. - Mam na imię Daniel.
- Cześć - odpowiadam. - A ja jestem June."

Moja ocena
10/10

Rebeliant | Wybraniec | Patriota 

136. Prawdodziejka

Okładka książki Prawdodziejka
Młode wiedźmy Safiya i Iseult mają zwyczaj często wpadać w tarapaty. I przez to teraz muszą opuścić swój dom.
Safi jest bardzo rzadką wiedźmą prawdy, która jest zdolna zdemaskować każde kłamstwo.
Wielu zabiłoby dla jej umiejętności. Dlatego Safi musi pozostać w ukryciu. Inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. Z kolei prawdziwe moce Iseult są tajemnicą nawet dla niej samej. I lepiej, żeby tak zostało.


Tytuł: Prawdodziejka
Tytuł oryginału: Truthwitch
Autor: Susan Dennard
Wydawnictwo: SQN
Tłumacz: Regina Kołek, Maciej Pawlak
Seria: Czaroziemie
Tom: I

Czasami trudno jest mi przejść obojętnie obok książek, które dopiero co pojawiły się na sklepowych półkach. Dlatego też moją uwagę od razu przykuła "Prawdodziejka". O ile tytuł był tajemniczy, to opis z tyłu zapowiadał fascynującą historię. Zachęcona dodatkowo pochlebnymi opiniami na jej temat, postanowiłam przeczytać powieść, licząc na jedyna w swoim rodzaju przygodę po intrygującym świecie. Jednak okazało się, że nie było wcale tak kolorowo jak się spodziewałam.

Safi i Iseult są nierozłączne. Wszystko robią razem, a dotyczy to nawet wpadania w tarapaty. Tym razem również są w nieciekawej sytuacji. Nie mając innego wyjścia postanawiają uciekać z miejsca, które do tej pory było dla nich schronieniem. Jednak nic nie może być tak łatwe, jak się wydaje. Ucieczka nie przebiega po myśli dziewczyn i wbrew woli zostają wplątane w konflikty między narodami. Ich udział jest jednakże bardziej kluczowy, niż mogłyby przypuszczać.

„Bądź jak kwiat, jak kwiat na tafli jeziora.”

Książka zapowiadała się bardzo ciekawie. Nieodłączne przyjaciółki, które wspólnie przemierzają świat pełen niebezpieczeństw i stawiają czoła przeciwnościom losu. Pomysł sam w sobie, mógł być strzałem w dziesiątkę dla wielu czytelników, jednak finalny produkt odbiega od wyobrażeń.
Pierwsze na co zwróciłam uwagę to świat przedstawiony przez pisarkę. Autorka miała trudne zadanie, gdyż cały świat jest tworzony od zera. Począwszy od dziwnych nazw czarodziejów, po niebezpieczne stwory, aż skończywszy na magicznych krainach. Sam pomysł był intrygujący i świeży. Każdy odłam magów miał swój własny, niepowtarzalny talent. Czytelnik z zapałem odkrywał nowe moce, nigdy nie wiedząc czego się po nich spodziewać. Jednak mimo tego, autorka nie potrafiła wykorzystać swojego pomysły, jak i ukrytego potencjału w stu procentach. Świat pomimo tego, że wydaje się od pierwszych stron niezwykle barwny i żywy, z każdym kolejnym rozdziałem jest pomijany. Pisarka nie skupiła się na przedstawieniu magów, trudnych relacji dworskich, narodów w należyty sposób. Przez co nie dość, że trudno wbić się w samą opowieść, czytelnik musi się wielu rzeczy domyślać. Książka wiele na tym traci, gdyż mogła by być o wiele lepsza, gdyby czarno na białym przedstawione były fakty.
Obawiam się również, że kolejne części będą wyglądać podobnie i nigdy autorka nie skupi się na sprawach kluczowych.

Kiepsko przedstawiony świat był wynikiem m.in słabych opisów. Autorka zupełnie pomijała tą kwestie pędząc z akcja. Często odnosi się wrażenie, że kilka kartek zagubiło się po drodze. Tym samym wydarzenia nie są ze sobą powiązane logicznie. Jest to poważne niedopatrzenie, które sprawia, iż czyta się książkę ciężko.
Wielką uwagę skupiłam również na infantylnym języku, który kuje oczy. Prosty język jest nie tylko na to przykładem. Zdania nie raz kończą się zupełnie niepotrzebnie wielokropkiem. Autorka potrafiła ten "zabieg" zastosować nawet kilka razy na jednej stronie. Do tej pory nie jestem pewna do czego do służyło. Budowania napięcia? Czy też może bohaterowie nie potrafili się wysłowić?
Oprócz tego dialogi prowadzone przez postacie nie wnoszą często nic do fabuły. Są zaledwie niepotrzebnym zapychaczem kolejnych kartek. Bardzo mnie to zraziło do książki, jak i samej autorki.
Warto jeszcze w tym akapicie zwrócić uwagę na żarty, które nie raz są wplecione w wypowiedzi. Niestety autorka, ani razu mnie nie rozśmieszyła, a ja sama byłam załamana poziomem niektórych "żartów".

„Zdawało się to zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe.”

Wielkim minusem tej książki jest akcja. Czytelnik zostaje od razu wrzucony w sam wir przygód dwóch dziewczyn. Natomiast każdy kolejny rozdział zapewnia następne przeciwności losu. Byłoby to z pewnością bardzo ciekawe, gdyby autorka potrafiła budować ciekawą akcje. Nie chodzi mi, że przygody nie były intrygujące, ale przedstawienie ich i budowanie napięcia nie wyszło dobrze. Przez co, każdą kolejną stronę się po prostu czyta. Czytelnik nie kibicuje bohaterkom z całego serca, tylko ze stoickim spokojem poznaje ich dalsze losy.

Autorka z całych sił starała się stworzyć bohaterki, o dwóch odmiennych charakterach. Często podkreśla w powieści ich mocne oraz słabe cechy, by pokazać ich różne osobowości. Pomimo usilnych starań do tej pory trudno mi ich nie pomylić. Pisarka może i stworzyła ciekawe postacie, jednak uciążliwe jest ciągłe zwracanie uwagi czytelnika na ich różnice.
Bardzo mi za to przypadło do gustu ukazanie przyjaźni między dziewczynami. Była pokazana w piękny sposób, dzięki czemu jest to jeden z niewielu atutów tej książki.

Podsumowując "Prawdodziejka" okazała się wielkim rozczarowaniem. Liczyłam na wielką przygodę, która faktycznie wpisze się do kanonu. Jednak otrzymałam średnią książkę z wieloma minusami, wpływającymi na odbiór przeze mnie historii. Powieść mogę polecić osobom szukającym lekką lekturę na kilka wieczorów. Jednakże nie sądzę, by pozostała w ich pamięci na dłużej.

Prawdodziejka | Wiatrodziej | Bloodwitch | Untitled

Moja ocena
5/10

135. Posłaniec strachu

Przypomniałam sobie moje imię – Mara. Ale, stojąc w tym upiornym miejscu, na przeciw poważnego młodego człowieka w czarnym płaszczu ze srebrnymi czaszkami na guzikach, nie mogłam sobie przypomnieć nic więcej. I wtedy zaczęła się gra…
Posłaniec dostrzega ciemność w młodych sercach. Widzi szkody, jakie młodzi wyrządzają na świecie. Gdy pozostają bezkarni, oferuje im nikczemną grę. Jeśli wygrają, mogą odejść bez konsekwencji. Przegrana oznacza, że będą musieli przeciwstawić się swojej największej fobii.
Co to ma wspólnego z Marą? Wkrótce sama się o tym przekona.


Tytuł: Posłaniec strachu
Tytuł oryginału: Messenger of Fear
Autor: Michael Grant
Wydawnictwo: Jaguar

Michael Grant jest amerykańskim autorem znanym między innymi z serii GONE. Ja nigdy nie miałam okazji przeczytać tej trylogii. Wynikało to z braku większego zainteresowania tą serią, jak i długą kolejką innych książek do przeczytania. Jednak moja przyjaciółka stwierdziła, że koniecznie muszę sięgnąć po tę pozycje, jednocześnie gwarantując, iż mi się podoba. W końcu za jej namową rozpoczęłam książkę, zastanawiając się, czy spełni moje oczekiwania. Na samym początku mogę stwierdzić, że pisarz stworzył oryginalną historię, która wciąga czytelnika do swojego świata od pierwszego rozdziału.

Mara budzi się w bliżej nieokreślonym miejscu. Jedyną rzeczą, jaką pamięta to swoje imię. Błądząc w tajemniczym miejscu, gdzie nie ma nic oprócz mgły, napotyka wzbudzającego w niej niepokój mężczyznę. Okazuje się on Posłańcem Strachu. Jego zadaniem jest sądzenie ludzi, których nie dosięgnęła sprawiedliwość. Dziewczyna zostaje zmuszona, by być jego uczennicą i towarzyszyć mu w sytuacjach, które ukazują najgorsze oblicza ludzi. Jednak w jaki sposób Mara się w to wszystko wplątała?

„ Ludzie naprawdę są geniuszami w usprawiedliwianiu własnego zachowania i jednoczesnym ocenianiu innych. Zwłaszcza tych, których zbyt dobrze nie znają. ”

Fragment na okładce książki nie mówi praktycznie nic. Tak samo jest z początkowymi rozdziałami, które pozostawiają więcej pytań, niż odpowiedzi. Czytelnik tak naprawdę nie może poznać, o czym jest książka bez poznania spojlerów. Jedynym sposobem, by odkryć fabułę książki to przeczytanie jej. Było to bardzo ciekawe, gdyż sama nie sięgam po powieści, do których nie jestem przekonana. W przypadku "Posłańca strachu" niemożliwe jest upewnienie się, czy historia w nim zawarta przypadnie do gustu. Jednakże autor stworzył idealną powieść z mrocznym klimatem oraz domieszką tajemnic. Tym samym nawet wymagający czytelnicy, będą chcieli przekonać się na własnej skórze, czy pisarz jest w stanie spełnić ich oczekiwania.

Michael Grant stworzył niebanalny świat, w którym nic nieustalonych schematów. Rzeczywistość przedstawiona w "Posłańcu strachu" jednocześnie przeraża, jak i intryguje. Posłańcy strachu, wymierzanie sprawiedliwości w różne sposoby, tajemnicze postacie to tylko początek powieści, która wciąga czytelnika w swój świat i gwarantuje niezapomniane przeżycia.
Oprócz nietuzinkowej rzeczywistości autor poruszył w swojej książce naturę ludzką, jak i charakter ludzi w zależności od środowiska, w którym żyją. Ukazał w perfekcyjny sposób różnorodność ludzi, ich osobowości oraz zachowania w zależności od sytuacji. Był to ciekawy wątek, który przewijał się przez całą książkę.

Trudno jednak napisać cokolwiek o bohaterach, jednocześnie nie zdradzać za dużo fabuły. Mara jest silną bohaterką, która pomimo wszelkich swoich decyzji zyskuje uznanie u czytelnika, szczególnie po poznaniu jej historii,
Jednakże warto wspomnieć tutaj o postaciach, pojawiających się zaledwie tylko raz na przestrzeni całej książki. Pomimo tego, że była to pokaźna liczba bohaterów, autor zadbał, by każdy z nich miał swoją uniwersalną historię, jak i charakter. Dzięki temu czytelnik angażuje się, w każdą z osobna, nie mając poczucia, iż o takiej już słyszał.

 „ Myślę, że sny zapewniają równowagę. Kiedy wszystko jest w porządku, sny przypominają, że strach istnieje. Kiedy z kolei coś się wali, w snach pojawia się nadzieja.”

"Posłaniec strachu" w polskim wydaniu zawiera od razu tom drugi pt.: "Tattooed Heart". Pomimo tego cała historia bardzo szybko się kończy. Jest to spowodowane szybkością akcji, jaką autor narzucił. Pisarz skupia się przede wszystkim na zleceniach, które dostaje Posłaniec strachu. Mimo ciekawej koncepcji rzeczywistości, która stworzył pan Grant, nie wykorzystuje on swojego pomysłu. Bardzo tego żałuję, gdyż z wielką chęcią poznałabym więcej szczegółów z tego oryginalnego świata.

"Posłaniec strachu" okazał się ciekawą książką, którą trudno porzucić, chociaż na chwile. Autor bez problemu stworzył fascynującą historię, którą można wspominać długo. Ja sama chciałabym poznać dalsze losy bohaterów. Niestety chyba będę musiała zrezygnować z tego marzenia, gdyż nie zanosi się na kolejną część.

Moja ocena
7/10
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka