134. Porwana pieśniarka

Klątwa rzucona przez czarownicę na pięć stuleci uwięziła trolle w mieście pod gruzami Samotnej Góry. Przez wieki wspomnienia o ich mrocznej i złowrogiej magii zatarły się w ludzkiej pamięci. Oto jednak pojawia się przepowiednia o związku dwóch osób, który będzie miał moc uwolnić trolle. Kiedy Cécile de Troyes zostaje porwana i uwięziona pod górą, odkrywa,, że w legendach na temat trolli kryje się więcej prawdy, niż ośmieliłaby się przypuszczać. Po przybyciu do Trollus Cécile myśli tylko o jednym: jak uciec. Trolle są jednak inteligentne, szybkie i nieludzko silne. Musi więc czekać na właściwy moment. Tymczasem dzieje się coś niezwykłego – Cécile zaczyna się zakochiwać w tajemniczym księciu trolli, któremu została poślubiona. Nawiązuje przyjaźnie. Dziewczyna powoli zdaje sobie sprawę, że może być jedyną nadzieją dla mieszańców – trolli z domieszką ludzkiej krwi, zniewolonych przez trolle czystej krwi. W mieście wybucha bunt, a Tristan, jej mąż i następca tronu, jest jego ukrytym przywódcą.

Tytuł: Porwana pieśniarka
Tytuł oryginału: Stolen Songbird
Autor: Danielle L. Jensen
Wydawnictwo: Galeria Książki
Cykl: Klątwa
Tom: I

Trolle kojarzą się ze śmierdzącymi, złośliwymi oraz mało inteligentnymi stworami. W większości powieści gdzie występują zapewniają więcej kłopotów, niż pożytku. Jednakże "Porwana pieśniarka" rzuca nowe światło na te potwory, ukazując czytelnikowi inną wizje do tej pory niedocenianych stworów. Tworzy im nowy sposób życia, obyczaje oraz historię pozwalając poznać odmienione Trolle. Dlatego też z czystej ciekawości sięgnęłam po tę książkę, zastanawiając się czy faktycznie uda jej się zmienić moje postrzeganie na utrwalone schematy.

Od pięciu wieków Trolle żyją w Samotnej Górze. Nie mając możliwości by ją opuścić, po tym jak zostało rzucona na nich klątwa przez wiedźmę. Pomimo tak długiego czasu wspomnienia o nich nie zatarły się w pamięciach ludzi, którzy prowadzą z nimi interesy.
Jednak niespodziewanie pojawia się nadzieją dla Trolli. Postanawiają porwać młodą dziewczynę - Cecil. Według wszelki znaków wydaje się ona być wybranką mającą uratować Trolle i wyzwolić ich spod klątwy. Wbrew swojej woli Cecile poślubia księcia prawie zapomnianej rasy. Jednakże okazuje się, iż nic nie idzie po myśli bohaterów i będą musieli stanąć przed trudnym wyborem, który będzie miał wpływ na życie ludzi, jak i Trollów.

Czyny są ważniejsze niż słowa.

Prawdę mówiąc wybrałam tą książkę tylko z powodu Trolli. Nie mogłam wyobrazić sobie tego gatunku inaczej, niż do tej pory znałam je z innym powieści. Autorka kreując na nowo stwory, nie pominęła żadnego szczegółu i skrupulatnie przedstawia czytelnikowi nową wizje Trolli na kartkach książki. Dla czytającego poznawanie na nowo dawnych potworów, to wyśmienita rozrywka. Z jednej strony głowy ma się obrzydliwe stwory, a jednocześnie, poznaje się ich inne oblicze stworzone przez pisarkę.

Bohaterowie książki nie są wspaniale wykreowani. Pani Jensen ukształtowała schematyczne postacie, które można spotkać w większości pozycji. Nie wybijali się niczym szczególnym, jednakże pomimo tego trudno ich nie polubić. Cecile wraz z Tristanem stanowili główną parę. Stanowią oni przyjemny dla oka duet, tym samym kibicuje im się z całego serca.
Autorka nie zapomniała równocześnie o bohaterach drugoplanowych. Za każdym razem, gdy się pojawiają uatrakcyjniają akcje i sprawiają, że jeszcze przyjemniej poznaje się dalsze etapy historii.

Piękno można stworzyć, a wiedzę zdobyć, ale talentu nie da się ani kupić, ani nauczyć.

Największą moją uwagę pomimo wszystko przykuł świat, w którym zmuszeni są żyć bohaterowie. Przede wszystkim chodzi mi o wykreowaną Samotną Góra, gdzie żyją Trolle. Autorka zadbała by ich świat był ciekawy i zawsze miał jeszcze jedną nieodkrytą tajemnice. Bardzo mi się spodobał ten aspekt powieści, czyniąc ją interesującą. Oprócz tego pisarka zadbała o tradycje, jak i głęboko skrywane sekrety świata Trollów, dzięki temu książka dużo na tym zyskała.
Na koniec warto również wspomnieć o humorze, który pojawia się w czasie powieści. Wszelkie żarty bądź docinki między bohaterami są idealne zrównoważone. Czytelnikowi nigdy się nie wydaje by były one wymuszone, dzięki czemu kilka razy można wybuchnąć śmiechem czytając książkę.

"Porwana pieśniarka" okazała się interesującą książką. Nie jest ona idealna, ani świetna, jednak jest na tyle dobra, że z zapartym tchem poznaje się dalsze losy bohaterów, odkrywa się sekrety świata Trolli i bierze się udział w dworskich intrygach. Jednocześnie autorka stworzyła solidne fundamenty dla kolejnych części. Pierwsza części daje nadzieję, że historia rozwinie się jeszcze lepiej w drugim tomie.

Moja ocena
8/10

Porwana pieśniarka | Ukryta łowczyni | Waleczna czarownica

133. Dwór cierni i róż

Okładka książki Dwór cierni i różDziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?

Tytuł: Dwór cierni i róż
Tytuł oryginału: A Court of Thorns and Roses
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Uroboros
Cykl: Dwór cierni i róż

Większość z nas pamięta zapewne baśnie i opowiadania poznawane w dzieciństwie. One towarzyszyły nam przed zaśnięciem, a tym samym wprowadzały w świat fantastycznych stworów, uwielbianych po dziś dzień. Obecnie autorzy starają się "odkurzyć" porzucone powieści wplatając w nie nowe wątki i po tworząc inną rzeczywistość. Dobrym przykładem takiej książki jest "Saga księżycowa", która dla mnie jest serią wspaniałą oraz doskonale skonstruowaną. Pomimo tego, że nie czytałam podobnych do niej powieści wiedziałam, iż kiedyś nadejdzie czas na zapoznanie z podobnymi do niej seriami. Tym o to sposobem miałam okazje poznać "Dwór cierni i róż" mającym być nawiązaniem do baśni Piękna i Bestia. Autorka sama w sobie jest znana czytelnikom z serii "Szklany tron", która podbiła moje serce. Jednak Sarah J. Maas ukazuje inny świat, niż ten poznany podczas przygód Celaeny.

Nie wstydź się nawet przez chwilę robienia tego, co przynosi ci radość.

Feyre mieszka w małej, starej chacie wraz z dwoma starszymi siostrami i ojcem. Po utraceniu przez nich majątku oraz śmierci matki, dziewiętnastoletnia dziewczyna jest jedyną żywicielka rodziny. Stara się utrzymać wszystkich za marne miedziaki zarabiane przy okazji polowań . Pomimo wszelkich starań ze strony Feyre, podczas obecnej zimy przymierają głodem. Chcąc, nie chcą postanawia ona zapuścić się głębiej niż zazwyczaj, w las w poszukiwaniu zwierzyny. Podczas swojego polowania zabija oprócz sarny, również wilka. 
Nie mija wiele dni, gdy do jej chaty przybywa przedstawiciel starożytnej rasy - Fae. Mieszkają oni w Prythian, które jest oddzielonego od świata ludzi murem. Za karygodny czyn zgładzenia jednego z nich Feyre musi odpokutować. Mając do wyboru śmierć, a spędzenie reszty życia na ziemiach czarodziejskich istot, postanawia zaryzykować i przekracza drugą stronę muru.

"Szklany tron" stworzony przez autorkę zapadł mi głęboko w pamięć i z niecierpliwością oczekuję kolejnych części. Ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, każdy z nich zbliża historię Celaeny, Doriana, Chaola oraz wielu innych bohaterów ku końcu. 
Jednak byłam niezmiernie szczęśliwa widząc, że autorka pisze zupełnie nową serie. Dlatego z wielkimi nadziejami rozpoczęłam kolejna historię. Już na samym początku mogę stwierdzić, że "Dwór cierni i róż" okazał się zupełnie inny, niż sobie wyobrażałam na początku.

Lepiej umrzeć z uniesioną głową, niż płaszcząc się niczym nędzny robak.

Główni oraz poboczni bohaterowie "Szklanego tronu" są doskonale stworzeni. Każdy z nich ma swój indywidualny charakter, mocne jak i słabe strony, a co ważniejsze nigdy się nie nudzą czytelnikowi. Tutaj również liczyłam, że Sarah J. Maas wykreuje wspaniałe postacie, które swoją osobowością zapadną w pamięć. Niestety pod tym względem rozczarowałam się przy Feyre oraz Tamlinie. Wydają się oni niezmierni sztuczni i mało interesujący. Brakuje im temperamentu i tego "czegoś". Na szczęście autorka zadbała o bohaterów drugoplanowych, którzy swoim charakterem wybijają się przed główną parą. Lucien wraz z Rhys'em tworzyli całą "otoczkę", tym samym akcja stawała znacznie ciekawsza.

Widząc, że w tej serii również pojawiają się Fae byłam bardzo zdziwiona. Jakoś nie wyobrażałam sobie przeniesienia magicznych istot w inny świat, niż ten gdzie były oryginalnie. Jednakże okazało się, iż zupełnie mi to nie przeszkadzało. Było to spowodowane przedstawieniem ich w zupełnie inny sposób, niż w "Szklanym tronie". Pisarka nadała Fae charakterem zbliżony do baśniowych stworów, aniżeli niebezpiecznych istot. Zabieg ten okazał się niezwykle udany, dzięki czemu czytelnicy poprzedniej serii autorki nie będą mieli żadnych problemów by spojrzeć w innym świetle na Fae.

Akcja książki jest idealnie zrównoważona. Pierwsza połowa powieści umiarkowanie odsłania stworzony świat, w którym żyją bohaterowie i pozwala czytelnikowi go poznać. On sam jest niezwykle żywo i plastycznie opisany. Dzięki temu można z zainteresowaniem poznawać otaczającą postacie rzeczywistość, nie popadając w znużenie.
Po tym spokojnym, aczkolwiek interesującym początku akcja przyspiesza, a jedno wydarzenie, będzie goniło kolejne nie dając wytchnienia czytelnikowi.


- Nadziei potrzebujemy w równej mierze co chleba i mięsa - wszedł mi w słowo i spojrzał na mnie bystrym wzrokiem, co u niego było rzadkością. - Potrzebujemy nadziei, bo ona daje nam siłę, by trwać.

Jak wspominałam wyżej świat stworzony przez autorkę jest dopracowany, w każdym szczególe. Jest to zasługa przemyślanej koncepcji, jak i talentu pisarskiego. Sarah J. Maas zawarła nie raz atrakcyjne oraz barwne opisy dodające uroku książki.
Pisarka potrafi bez problemu tworzyć więzi pomiędzy bohaterami, które nigdy nie wydaja się wymuszone, bądź niepotrzebne. Dotyczy to również uczucia wykwitającego między postaciami. Stopniowo się ono rozwija, nie przyćmiewając niepotrzebnie innych wydarzeń.

"Dwór cierni i róż" z pewnością zasługuje na wszystkie pozytywne opinie jakie otrzymał. Sarah J. Maas po raz kolejny stworzyła wciągające historię, od której nie można się oderwać. Ja sama nie mogę doczekać się kolejnej części licząc, że autorka stworzy jeszcze lepszą książkę pomimo wysoko postawionej poprzeczki.

Moja ocena
9/10

Dwór cierni i róż | Dwór mgieł i furii | A Court of Wings and Ruin

Untitled #4 | Untitled #5 | Untitled #6

132. [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA] W sercu światła

Sofia wie, że w życiu może polegać tylko na sobie. Jej głównym celem stała się zemsta na korporacji LaRoux Industries, którą obwinia o śmierć ojca. Aby tego dokonać, nie cofnie się przed niczym. Gideon to błyskotliwy i niezwykle utalentowany haker. Sofia i Gideon nie ufają sobie nawzajem, ale wspólny cel zmusza ich do współpracy.
 Losy tej dwójki splatają się z losami innych wrogów okrutnej korporacji. Lilac, Tarver, Jubilee oraz Flynn wciąż płacą wysoką cenę za wybory, których dokonali. Zanim na planecie Korynt dojdzie do finałowego starcia z wrogiem, sześcioro bohaterów będzie musiało rozprawić się z własną przeszłością.

Tytuł: W sercu światła
Tytuł oryginału: Their Fractured Light
Autorzy: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Wydawnictwo: Otwarte
Cykl: Starbound
Premiera: 11 styczeń 2017

Zaraz po przeczytaniu "W spojrzeniu wroga" z wielkimi nadziejami rozpoczęłam ostatni tom cyklu Starbound. Zawsze przed samym końcem historii liczę, że autorzy mnie nie rozczarują i zafundują mi wspaniałą, finalną podróż po stworzonym przez nich świecie. Tym razem jeszcze bardziej liczyłam, że mile się zaskoczę ostatnim tomem. Już na początku mogę stwierdzić, iż "W sercu światła" nie odbiegał od reszty zarówno pod względem fabuły, jak i bohaterów.

„Jeśli nie wręczysz komuś broni, nie będzie mógł jej przeciwko tobie użyć”

Jedynym celem w życiu młodej Sofii jest zemsta na Rodericku LaRoux, przez którego zginął jej ojciec. Wiedziona swoim pragnieniem podróżuje po różnych miejscach i buduje znajomości, by móc pomścić ukochaną osobę. W końcu gdy dostaje szanse, by spotkać się z informatorem, sprawy się komplikują i bohaterka musi uciekać w towarzystwie zuchwałego, ale również czarującego chłopaka - Gideona. Okazuje się być on młodym, jednakże zdolnym hakerem, który swoje umiejętności chce wykorzystać do wyrównania rachunków z LaRoux. Nie mając innej opcji dwójka bohaterów postanawia ze sobą współpracować. Nie oznacza to jednak w ich przypadku zaufania sobie nawzajem.

„Sześć istnień, sześć nici. Ciekawe, jaką tkaninę utkają”

Zgodnie z ustalonym schematem w ostatnim tomie otrzymujemy dwójkę "nowych" bohaterów. Jednakże w porównaniu do poprzednich par o Sofii oraz Gideonie mieliśmy szanse już usłyszeć, a nawet spotkać jako postać drugoplanową. 
Sofiia jest młodą dziewczyną, która straciła ojca na Avonie podczas wybuchu. Zgodnie z prawem musiała opuścić rodzinna planetę, jednakże nie ma zamiaru podporządkowywać się zasadom. Podróżuje ona doszkalając swoje umiejętności w manipulowaniu i obserwowaniu ludzi, by osiągać swoje cele. 
Haker, którego czytelnicy poprzednich tomów mieli okazje poznać, skradnie wasze serce od pierwszego zdania. Gideon jest przykładem typowego czarującego cwaniaka, który sypie dowcipami ze swojego bogatego arsenału. Jednak pod tą maską skrywa się młody, zacięty geniusz.
Sofia jest postacią, która od samego początku wraz ze swoim przymusowym partnerem Gideonem intryguje charakterem. Muszę przyznać, że ta para była bardzo dobrze przemyślana, jednak nie urzekła mnie tak jak Jubilee z Flynnem. Pomimo tego, iż zakochałam się w Gideonie nie trafiają oni na szczyt list bohaterów z tej trylogii. Pierwsze miejsce nadal zasłużenie zajmuje para z "W spojrzeniu wroga".

Autorki w ostatnim tomie umiejscawiają akcje na rozwiniętej i tętniącej życiem planecie - Korynt. Jest to jedna ze zmian, które po kolei pojawiają się w poszczególnych częściach. Podróż rozpoczęta na opuszczonej planecie, po dopiero rozwijającą się, aż punkt kulminacyjny rozgrywa się na ziemi będącej w pełnym rozkwicie. Uważam to za bardzo ciekawy zabieg, który urozmaica, każdą z powieści czyniąc ją bardziej wyjątkową.

„Mamy wystarczająco dużo siły, by żywić nadzieję.”

Zważywszy na to, iż jest to ostatni tom cykl, w końcu wszyscy bohaterowie spotykają się ze sobą. Oczekiwałam tego momentu od czasu rozpoczęcia "W sercu światła". Byłam bardzo ciekawa w jaki sposób autorki połączą losy szóstki bohaterów, tak by wszystko połączyło się logiczną całość. Naprawdę jestem zadowolona z kierunku w jaki poszły pisarki. Nic nie było wymuszone, a moment spotkania był niezwykle pięknie napisany. Można było wyczuć, że wszystko jest dokładnie przemyślane, a fragment spotkania wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika.

W ostatnim tomie autorki, oprócz wspaniałego protagonisty, również położyły nacisk na wartką akcję, która trwa od początku, aż do samego końca. Bardzo mi to przypadło do gustu szczególnie, że wydawało się, iż przychodzi to z łatwością pisarkom. Jednakże w ostatnich 70 str wszystko się ze sobą plącze, a akcja leci na łeb na szyje. Podczas czytania odnosi się wrażenie, że autorki chcą zawrzeć jak najwięcej faktów i zwrotów akcji ile tylko możliwe. Niestety według mnie nie wyszło to na dobre książce, a ja sama porzuciłam ją na kilka godzin by odpocząć od niej.

Słyszałam wiele pochwał na temat okładek z cyklu Starbound. Sama jednak nie podzielałam tych opinii i nigdy nie odczuwałam żadnych pozytywnych emocji spoglądając na oprawę książek. Wydawały mi się zbyt sztuczne i nie oddawały uroku żadnej powieści. Dopiero przy ostatnim tomie z ręką na sercu mogę stwierdzić, że jest ona czarująca i przykuwa wzrok czytelnika.

„M i ł o ś ć  i  z a u f a n i e. To, co czyni nas ludźmi.”

"W sercu światła" pomimo swoich wad jest dobrym zakończeniem cyklu. Pomimo tego, że nie jest to wybitna książka, jest na tyle intrygująca, iż bez problemu przeczyta się ją z uśmiechem na twarzy. 
Podsumowując całą trylogię mogę bez problemu polecić, każdemu czytelnikowi, nawet jeżeli nie miał styczności z historią w kosmosie. Ja sama zapewne długo będę wspominać przygody bohaterów, które mnie oczarowały. 

Moja ocena
8/10


Za możliwość poznania zakończenia cyklu Starbound serdecznie dziękuję wydawnictwu Otwarte

131. [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA] W spojrzeniu wroga

Okładka książki W spojrzeniu wrogaKapitan Lee jest piękna i odważna. Dowodzi oddziałami wysłanymi na planetę Avon, które mają stłumić wywołany działaniami wielkich korporacji bunt mieszkańców. W zamian za ciężką pracę obiecano im lepsze życie, ale słowa nie dotrzymano. Lee musi być silna i bezwzględna, ma także osobiste powody, by nienawidzić rebeliantów.
Flynn ma bunt we krwi. Jego siostra zginęła w powstaniu przeciwko korporacjom. Udaje mu się uwięzić Lee, jednak gdy jego towarzysze chcą ją zabić, Flynn niespodziewanie podejmuje decyzję, która zmienia jego życie na zawsze.

Tytuł: W spojrzeniu wroga
Tytuł oryginału: This Shattered World
Autorzy: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Wydawnictwo: Otwarte
Cykl: Starbound
Data premiery: 11 styczeń 2017


Pamiętam jak nie tak dawno temu, skończyłam pierwszą cześć cyklu Starbound. Historia przedstawiona przez dwie niezwykłe autorki zajęła specjalne miejsce w moim sercu i z niecierpliwością czekałam na dalsze losy bohaterów. Dlatego też rozpoczynając nową przygodę miała wielką nadzieję, że pisarki stworzyły tak samo porywającą oraz wspaniałą opowieść jak poprzednio.

Jubilee Chase pomimo swojego młodego wieku jest szanowana i rozpoznawalną panią kapitan. Stacjonuje ona na rozwijającej się planecie Avon. Jej głównym zadaniem jest walka z rebeliantami, którzy w każdej chwili mogą zaatakować żołnierzy oraz cywilów. Wśród swoich podwładnych jest znana z bezwzględności i według wielu nie posiada ona duszy.
Flynn jest rebeliantem, czyli jednym z fianna. Próbują walczyć o wolność, która została im odebrana siłą. Pomimo tego, że chłopak za wszelką cenę chce bronić najbliższych wierzy, iż pokój może zapanować bez przelewu krwi. Dlatego też porywa Jubilee licząc na negocjacje z żołnierzami. Sprawa jednakże zaczyna się komplikować, z każdym kolejnym krokiem. W końcu oboje stają przed wyborem, czy mogą wzajemnie sobie zaufać i uratować planetę nim będzie za późno.

" - Czyste niebo – szepczę. 
Niezgoda na utratę nadziei. Marzenie o tym, co niemożliwe. "

W pierwszej części historia toczyła się na samotnej planecie, gdzie jedynymi ludźmi byli nasi ukochani bohaterowie. Tym razem autorki przeniosły czytelników na młodą planetę Avon, gdzie wojna wisi na włosku między dwoma odmiennymi frakcjami. Jedni wierzą, że bronią cywilów oraz naukowców, którzy rozwijają planetę. Drudzy za to chcą walczyć o niezależność i wolność. Jednakże akcja w książce nie skupia się na wojnie, gdyż autorki zgrabnie dodają inny wątek, który przewraca świat do góry nogami. Jednak robią to w idealny sposób, ponieważ wszystko pięknie się ze sobą łączy tworząc ciąg dalszy większej historii. Właśnie z tego powodu widać od razu, że seria jest bardzo przemyślana i autorki nie mają problemu by połączyć wszystkie fakty w spójną całość.

Liliac i Traver byli postaciami, którzy pochodziły z dwóch różnych światów. W tej części bohaterowie niewiele się różnią pod tym względem od poprzednich.
Jubilee jest młodą, silna kobieta, powszechnie szanowaną za swoją siłę i bezwzględność. Mimo, że nie ma ona najlepszej opinii troszczy się o swoich żołnierzy oraz wykonuje z pasją każde powierzone zadanie. Pokłada także wielką wiarę w swoje ideały, których broni za wszelką cenę.
Flynn pomimo tego, że jest rebeliantem, potrafi być tak samo czarujący, jak i niezłomny w walce.
Dwójka bohaterów mimo dzielących ich różnic, jest do siebie zadziwiająco podobna. Jednak to tylko plus, gdyż sprawia to tylko większą przyjemność podczas czytania. Nigdy nie jest wiadomo co uczynią w danej sytuacji.
Niestety bardzo żałuje, że pomimo tego, iż miejsce akcji było bogate w różnych bohaterów, żadnego tak naprawdę nie poznajemy lepiej. Oprócz krótkich opisów więcej informacji o nich nie uświadczymy.
Co jednak jest ciekawe, autorki nie zapomniały o poprzednich bohaterach i w tej części ponownie czytelnik spotyka się z Liliac i Tarver'em.

" Życie jest cierpieniem. Wszyscy cierpimy, każdego dnia. "

Książka jest przepełniona wieloma zwrotami akcji, czego zdecydowanie brakowało poprzedniej części. Historia cały czas idzie do przodu, a z każdym przeczytamy rozdziałem czytelnik dowiaduje się coraz nowszych faktów. Wszystko oczywiście splata się w spójną i logiczną całość, co jest wielkim plusem powieści. Autorki stworzyły dzięki temu wieloetapową historię, której rozwiązanie poznanym dopiero w ostatniej części.
Co jeszcze jest warte uwagi to relacje powstające między głównymi bohaterami. Tak jak w poprzedniej książce wszystko dzieje się powoli i nic nie jest wymuszone, bądź sztuczne. Autorki oprócz ciekawej historii, potrafią bez problemu sprawiać, że czytelnik będzie kibicował bohaterom z całego serca.

"– Czego się bałeś?
 – Tego, że umrę w samotności - (...)"

Druga część serii Starbound jest równie dobra, jak poprzednia. Kosmiczna historia tworzy się na oczach czytelnika, który nie może się od niej oderwać. Bardzo szybko można przeczytać tą książkę i z niecierpliwością czekać na ostatni tom.
"W spojrzeniu wroga"  mnie nie rozczarowała i mogę polecić ją każdemu czytelnikowi, nawet gdy nie miał okazji przenieść się do niezbadanych zakątków kosmosu.

9-/10

W ramionach gwiazd | W spojrzeniu wroga | W sercu światła

Recenzja ostatniego tomu z cyklu Starbound wkrótce 

Za możliwość poznania losów Jubilee i Flynna serdecznie dziękuje wydawnictwu Otwarte



130. Milion cudownych listów

jab_mcl_frontTytuł: Milion cudownych listów
Tytuł oryginału: One Milion Lovely Letters
Autor: Jodi Ann Bickley
Wydawnictwo: Insygnis
Opis: Kiedy Jodi Ann Bickley miała pięć lat, zmarła jej ukochana babcia. Mama Jodi zachęciła ją, by napisała list do babci, i zapewniła, że listonosz dostarczy go do nieba. Dziewczynka zapamiętała, jak napisanie listu pocieszyło nie tylko ją, ale i mamę. To doświadczenie sprawiło, że jako nastolatka Jodi zaczęła pisać pełne optymizmu liściki i notki, którymi podnosiła na duchu nieznajomych.
Latem 2011 roku Jodi wiodła szczęśliwe życie. Udało się jej przezwyciężyć różne trudności, angażowała się w działalność artystyczną i z nadzieją patrzyła w przyszłość. To właśnie wtedy zachorowała na zapalenie mózgu i na długie tygodnie trafiła do szpitala.
Przykuta do łóżka i załamana, Jodi doszła do wniosku, że albo się podda, albo wykorzysta ten czas, by zdziałać coś dobrego. Założyła stronę internetową, zachęcając tych, którym mniej lub bardziej nie układa się w życiu, by skontaktowali się z nią, a ona napisze do nich pokrzepiające listy.
Odzew był nieprawdopodobny.

Drodzy Czytelnicy,

Czy kiedykolwiek napisaliście list? Jeżeli tak, to czy pamiętacie uczucie które wam towarzyszyło przy wysyłaniu go? A może otrzymaliście kiedyś kawałek zapisanej kartki i wprawiło to was w niesamowity nastrój? Niestety w świecie telefonów komórkowych pisanie listów zanika, jednak na szczęście są jeszcze osoby, które "uprawiają" tę wspaniałą sztukę.

Jodi Ann Bickley nie jest zwykłą pisarką, a jej książka nie jest kolejnym romansidłem które znajdziemy na półce z literaturą młodzieżową. "Milion cudownych listów" jest książką, która zasługuje na specjalne miejsce na półkach i - co ważniejsze- w sercach.

Jednak zaczynając od początku - historia opowiedziana w tej książce jest z perspektywy Jodi co jest niezwykłe. Podziwiam jej odwagę, że postanowiła podzielić się swoją historią, dzięki czemu książka zyskuje wiele na wartości. Inaczej czyta się książkę, która jest opowiedziana od strony fikcyjnego bohatera, a zupełnie inaczej książkę która jest spisaną historią autora. Historia ta jest natomiast bardzo pouczająca i warta poświęconego czasu na przeczytanie jej.

"Milion cudownych listów" oprócz książki jest również cudownym projektem prowadzonym przez Judi. Każdy może do niej napisać ze swoją historią, problemami czy zmartwieniami i może liczyć na list z pokrzepiającą odpowiedzią. Uważam, że jest to cudowne przedsięwzięcie, a kilka miłych, pełnych pociechy słów potrafi zdziałać cuda.

Jednak co dostajemy w książce? Oprócz historii Judi dzięki której postanowiła stworzyć ten wspaniały projekt, mamy też teksty listów, które już dotarły do potrzebujących pokrzepienia.

"Ten, kto powiedział, że na dobro trzeba zasłużyć, popełnił błąd. Zasłużyć można na kopniaka w piszczel - dobroć powinna być czymś oczywistym."


Jednak dla kogo jest ta książka? Z czystym sercem odpowiem, że dla każdego, jednak uważam, że najwięcej wyniosą z niej osoby, które własnie potrzebują zapewnienia, że wszystko będzie w porządku. Ta książka daje siłę oraz nadzieję pokazując, że nie wszystko jest beznadziejne, a dobroć i pomoc są wszędzie.

Za możliwość poznania listów serdecznie dziękuje Wydawnictwu Insygnis

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka