105. [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA] STARTER


Tytuł: STARTER
Auror: Lissa Price
Tytuł oryginału: STARTERS
Wydawnictwo: Albatros
Opis: Świat jaki znała Callie przeminął bezpowrotnie. Dziewczynka straciła rodziców, kiedy wojna bakteriologiczna zmiotła z powierzchni ziemi wszystkich pomiędzy 20 a 60 rokiem życia. Ona, jej brat, Tyler, oraz ich przyjaciel Michael - tak jak wszystkie pozbawione praw dzieci ulicy - mieszkają w pustostanach, głodują, ukrywają się przed policją, by nie trafić do koszmarnych zakładów dla nieletnich. Jedyną nadzieją Callie na utrzymanie przy życiu siebie i brata jest Prime Desinations, niepokojące miejsc w Beverly Hills, rządzone przez tajemniczą postać znaną jako Stary Człowiek, który wypożycza ciała nastolatków Enderom - seniorom, którzy chcą być znowu młodzi. Callie wie, że pieniądze pozwolą jej, Tylerowi i Michaelowi przeżyć, więc decyduje się zostać dawcą. Ale neurochip, który został umieszczony w jej głowie ulega awarii i Callie budzi się w ciele i życiu Helen - kobiety, która wypożyczyła jej ciało. Mieszka w jej domu, jeździ jej samochodem i umawia się z wnukiem senatora. Wszytko wygląda jak w bajce, dopóki Callie nie odkrywa, że Helen ma znacznie poważniejsze zamiary niż imprezowanie - a plany Prime Destoinations są o wiele bardziej przerażające niż Callie jest w stanie sobie wyobrazić...

"STARTER" jest debiutancka powieścią Lissy Price, anglojęzycznej pisarki, której dzieło zostało wydane w ponad trzydziestu krajach. Jej książka wraz z sequelem "ENDER" jest porównywana do twórczości takich pisarzy jak Suzanne Collins, Stephen King czy Neil Gaiman. Jednak czy słusznie?

Starałam się nie wiązać jakiś szczególnie wygórowanych życzeń z ową pozycją, ponieważ wiele razy okazywało się, że jakaś książka mnie zawiodła. Jednak w tej powieści od początku urzekł mnie sposób opisywania świata przez panią Price. Opisy nie sprawiały, że akcja się zatrzymuje, by opowiedzieć, każdy detal pokoju. Dzięki czemu akcja wyglądała fenomenalnie z oczy Callie. Oczywiście, takie opisy nie były dokładne, zostawiały dużo luk dla wyobraźni odbiorcy, co jest dużym plusem. Wiadomo skąd porównanie do Kinga.

104. Malowany człowiek. Księga 1

Tytuł: Malowany człowiek. Księga 1
Autor: Peter V. Brett
Cykl: Cykl Demoniczny
Tom: 1.1
Wydawnictwo: Fabryka słów
Opis: Zaszczuta i zdziesiątkowana ludzkość przeklina noc. Nie zna spokojnego snu. Z każdym zmierzchem, w oparach mgły, nadchodzą opętane żądzą mordu bestie. Przerażeni ludzie, chroniąc się za magicznymi runami, usiłują wymodlić kolejny dzień życia dla siebie i najbliższych. Rzeź ustaje bladym świtem, gdy światło zapędza demony z powrotem w Otchłań. Rosną odległości między pustoszejącymi osadami. Wydaje się, że nikt ani nic nie zdoła powstrzymać otchłańców, kładąc tym samym kres zagładzie. W dogrywającym świecie dorasta troje młodych ludzi. Bohaterski Arlen, przekonany, że większym od nocnego zła przekleństwem jest strach przepełniający ludzkie serca. Leesha, której życie zrujnowało jedno proste kłamstwo, jest nowicjuszką u starej Zielarki, bardziej chyba przerażającej od krwiożerczych potworów. I Rojer. Jego los na zawsze odmienił wędrowny Minstrel, wygrywający chłopcu na skrzypkach skoczną melodię. Tych troje ma coś wspólnego - są uparci i przeczuwają, że prawda o świecie nie kończy się na tym co im powiedziano. Czy odważą się jej poszukać, opuszczając chroniony runami azyl?



Od zajarania dziejów jednym z największym lęków człowieka, był ten przed ciemnością. Dla debiutanckiego autora Petera V. Brett'a ów lęk (prawdopodobnie) stał się inspiracją do napisania książki o dosyć tajemniczym tytule "Malowany człowiek".

W świecie gdy słońce całkowicie zniknie za horyzontem, co noc powstają z czeluści piekieł, mrożące krew w żyłach demony - otchłańce, a przed ich wtargnięciem do prostych chat wsiarzy, czy do bogato urządzonych domostw w Wolnych Miastach chronią malowane węglem bądź farbą znaki - runy.  To tu w tym alternatywnym wymiarze każda wieś zajmuję się czymś innym, aby zapewnić królestwu dobry byt.

Podsumowanie marca



Słabo wyszło w tym miesiącu, ale na swoje usprawiedliwienie powiem, że mój czas skutecznie ograniczają repetytoria...uprzedzam, że taka sytuacja będzie również w kwietniu. Nie przedłużając - statystyki:

Liczba recenzji: 2
Ilość wyświetleń: 82 825
Z czego w tym miesiącu: 2 492

Na zachętę powiem, że w najbliższych dniach pojawi się recenzja "Malowanego człowieka". :D

103. Urodzona o północy


Tytuł: Urodzona o północy
Autor: C.C. Hunter
Seria: Wodospady Cienia
Tom: 1
Wydawnictwo: Feeria
Opis: Życie Kylie Galen nie jest łatwe. Umiera jej ukochana babcia, rzuca ją chłopak, jej rodzice się rozwodzą, a w dodatku ciągle widuje dziwną postać, której nikt poza nią nie zdaje się zauważać. Jedna nieodpowiednia impreza z nieodpowiednimi ludźmi zmienia jej życie na zawsze. Matka wysłała ją na obóz dla trudnej młodzieży do Wodospadów Cienia. Jej współobozowicze nie są jednak po prostu "trudni"... Kylie nie wierzy, że jej miejsce jest wśród tych dziwolągów. Oni twierdzą jednak, że jest jedną z nich. Kim dokładnie? Tego nie wie nikt... W dodatku życiu Kylie pojawia się Derek i Lucas. Są bardzo różni, ale obaj zajmują znaczące miejsce w jej sercu...




Przy takiej ilości książkach opowiadających tylko o jednym gatunku istot paranormalnych normalne jest, że ktoś kiedyś prędzej czy później musiał wpaść na pomysł aby wszystkich przedstawicieli gatunków nie należących do naszego świata, upchnąć w jednym miejscu na dodatek w tym samym czasie. A najlepiej aby byli oni buzującymi hormonami nastolatkami...

Główna bohaterka "Urodzonej o północy" przeżywa tragedie: umarła jej kochana babcia, rodzice się rozwodzą, a ją nawiedza Żołnierz, a nikt oprócz niej nie zdaje sobie z jego obecności oraz rozstała się z przystojnym chłopakiem - Treyem. Mimo to życie jej nie oszczędza - policja zatrzymuje ją na imprezie gdzie znaleźli narkotyki, a jej matka wysyła ją na wakacyjny obóz dla młodzieży z problemami, a Kylie w autobusie dowiaduję się, że nie czekają ją normalne dwa miesiące...

Pierwszym co mnie uderzyło było zachowanie Kylie. Dawno nie czytałam książki z taką słabo wykreowaną postacią. Główna bohaterka podobno ma szesnaście lat, mimo to zachowuje się jak typowa pięciolatka, która jest maszyną do rumienienia się, ale(!) żeby czytelnikowi nie wydawałoby się, że Kylie jest tylko uroczym dzieckiem, które co po chwile po prostu wpada w kłopoty, i co po chwile przerywa w połowie zdania, sprawiając, że książka jest najeżona trzykropkami, zostało wspomniane, że ma piersi. A tak dokładniej była o tym mowa, gdzie się tylko dało to wcisnąć. Jednocześnie można było odnieść wrażenie, że bez informacji o tym, że Kylie była piękna nie mogła się toczyć żadna rozmowa.

Inne postacie nie zostały również dobrze opisane - były płytkie i papierowe, a jedną cechą czym się różniły był kolor oczu/włosów. Nie ma sensu opisywać bohaterów drugoplanowych, skoro główne skrzydła gra drama Kylie, prawda?

Kolejną irytującą rzeczą było zachowanie wszystkich paranormalnych gatunków. A właściwie to jego brak. Spodziewałam się czegoś innego  - prawdziwszego. Skoro wszyscy zostali wysłani do jednego obozu, to byłam nastawiona na konflikty międzygatunkowe. Dostałam to czego chciałam? Nie. Na dodatek było wspomniane, że wampiry i wilkołaki nie są jednymi istotami paranormalnymi i jest ich o wiele, wiele więcej. Prawdę mówiąc naliczyłam oprócz wyżej wymienionych istot...trzy. Ogrom, prawda?

Jeszcze inna rzeczą, przez którą chciałam rzucić tą książką o ścianę był styl pisania tej powieści. Zamiast pisania linijkę w linijkę Della/Kylie/Miranda czy innych postaci które poza kolorem włosów zostały obdarzone imieniem, autorka mogła użyć dziewczyna czy współlokatorka. Ale po co? zajrzenie do słownika synonimów jest bardzo pracochłonne. Kolejną sprawą przez którą nie polubiłam pióra pani Hunter jest pewien drobny, aczkolwiek strasznie irytujący zabieg literacki - mianowicie chodzi o poprawiane się. Chcecie przykład?

"Chciała wiedzieć, musiała wiedzieć czy ją pamiętać"

Na szczęście nie pojawiał się on tak często jak wspomniane, że główna bohaterka ma piersi, mimo to zgrzytałam zębami gdy widziałam to.

Czy coś przyjemnego pozostało mi po tej lekturze? Nie licząc tego typowego lekkiego pióra którym są pisane książki dla młodzieży, to nie. Czas przy niej spędzony nie należał do najmądrzej spożytkowanych.

Moja ocena: 3/10

Urodzona o północy | Przebudzona o świcie | Zabrana o zmierzchu | Szepty o wschodzie słońca | Chosen in Nightfall

102. Buszujący w zbożu

Tytuł: Buszujący w zbożu
Autor: Jerome David Salinger
Wydawnictwo:
Opis: Bohaterem 'Buszującego w zbożu' jest szesnastoletni uczeń, Holden Caulflied, który nie mogąc pogodzić się z otaczającą go głupotą,podłością, a przede wszystkim zakłamaniem, ucieka z college'u i przez kilka dni 'buszuje' po Nowym Yorku, nim wreszcie powróci do domu rodzinnego. Historia tych paru dni, którą opowiada swym barwnym językiem, jest na pierwszy rzut oka przede wszystkim zabawna, jakże rychło spostrzegamy, że pod pozorami komizmu ważą się tu sprawy bynajmniej nie błahe...








Przy setkach nowych, nagłaśnianych pozycji czasami ma się ochotę wrócić do niereklamowanej już tak hucznie klasyki. Jedną z takich powieści jest "Buszujący w zbożu" pióra J. D. Salinger'a.

Sama książka jest o szesnastoletnim Holdenie, który przed przerwą świąteczną został wyrzucony po raz kolejny ze szkoły. Chłopak stwierdza, że musi przetrwać od niedzieli - w której dane mu było opuścić mury uczelni - do środy, w której oficjalnie zakończyłby semestr. Holden postanawia podzielić się swoimi przeżyciami...

Brzmi niedojrzale? Pewnie. Buntowniczo? Oczywiście. Można tymi dwoma przymiotnikami również zdefiniować również samego Holdena. Każdy z nas miał w swoim życiu okres buntowniczy - nieważne jak długi. Ale czy trzeba patrzeć na tę pozycję ze spojrzenia gniewnego szesnastolatka? Na usta cisną mi się dwie sprzeczne odpowiedzi: tak i nie. Z jednej strony nie da się traktować inaczej tej pisanej z perspektywy Holdena, oprawionej w pełno slangowych wyrazów lektury. Mimo to nie można przytakiwać na swego rodzaju głupotę głównego bohatera tak jak w licznych książkach skierowanych do młodzieży, ponieważ Salinger opisuję prostym językiem sprawy ważne, które są tak sprytnie wplecione, że czytelnik może sam się nad nimi zastanowić i porównać swoje zdanie z Holdenowskim. 

''Lepiej nikomu nic nie opowiadajcie. Bo jak opowiecie - zaczniecie tęsknić"


Nie jest to książka, która ma fascynującą i pędzącą linie fabularną. Przy czytaniu tego dzieła, nie można rozumieć wszystkiego tak jak jest napisane - trzeba doszukiwać się drugiego dna. "Buszującego w zbożu" mimo podobnego przesłania (Może nawet i zabiegu literackiego? Kto wie.) nie można postawić obok równie dobrze znanych dzieł zagranicznych, takich jak "Mały Książę" czy chociażby "Oskar i pani Róża". Istotną przeszkodą jest właśnie język w którym została napisana książka. Osobiście odniosłam wrażenie, że Holden z wyluzowaniem opowiada o swoich przeżyciach, ubarwiając je poprzez swój język, przez co odczuwałam więcej przyjemności z czytania, niż z wyżej wymienionych pozycji.

Osobiście uważam, że jest to książka, którą za każdym kolejnym razem odbierzemy w jakiś sposób inaczej. Czy to czas nas zmieni, czy podejmiemy jakieś decyzje, za każdym razem zrozumienie owej pozycji się zmieni.
Moja ocena: 8+/10
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka