Miedziana Rękawica

Tytuł: Miedziana Rękawica
Autorzy: Holly Black, Cassandra Clare
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Magisterium
Tom: II
Opis: Letnie wakacje Calluma Hunta w niczym nie przypominają tych, jakie mają zwyczajne dzieciaki. Jego towarzyszem zostaje ogarnięty chaosem wilk Havoc. Ojciec podejrzewa, że Call przeszedł na ciemną stronę mocy. Oczywiście, większość dzieci nie wróci już więcej do szkoły w magicznym świecie Magisterium… Wszystko to nie jest łatwe dla Calla…, a sprawy jeszcze bardziej się komplikują, kiedy w piwnicy swojego domu znajduje ślady wskazujące na to, że ojciec usiłuje pozbyć się jego i Havocka. Call chroni się w Magisterium, ale to tylko pogarsza sytuację. Alkahest – miedziana rękawica mająca zdolność do pozbawiania niektórych magów ich czarodziejskich mocy – została skradziona. Próbując ustalić sprawców, Call i jego przyjaciele ściągają na siebie uwagę bardzo groźnych przeciwników i zbliżają się do odkrycia niezwykle niebezpiecznej prawdy.


Czytanie książki zaraz po jej wyjściu ma swoje plusy i minusy. Plusem jest to, że możemy od razu delektować się lekturą, minimalizując prawdopodobieństwo tego, że nasi znajomi zdradzą nam koniec książki. Minusem przy książkach, które są kolejnymi częściami serii jest to, iż łatwo zapomina się co się wydarzyło było w poprzedniej części. Tak akurat było w moim przypadku. Kiedy otrzymałam "Miedzianą Rękawicę" - uświadomiłam sobie, że nie wiele pamiętam z poprzedniej części. Jedyną radą na to, było przekartkowanie "Próby Żelaza", a zwłaszcza końca.

Przez to, że miałam jednocześnie styczność z obiema częściami zauważyłam coś co mnie zauroczyło. Okładki książek pięknie się dopełniają, wprowadzając czytelnika w klimat Magisterium. Jednak na okładce drugiej, więcej się dzieje ukazując, że czytelnik może spodziewać się większej ilości akcji.


To akurat angielskie okładki, a jak widać są przepiękne. Niestety zdjęcie nie oddaje ich w stu procentach. Kto miał je w rękach wie, że książki mają wypukłe, ozdabiane litery, a postać w tle okładki pierwszej części ma posrebrzaną maskę.
Zaskakujące jest to jak one są podobne do siebie i  z daleka widać, że należą do tej samej serii co jest ogromnym plusem. 

Jednak koniec gadaniny o okładkach, a trochę więcej o treści. Może nie pamiętałam, jak dokładnie zakończyła się pierwsza część, natomiast wiem jakie odczucie towarzyszyły mi przy jej czytaniu. Wiem, że bardzo przyjemnie mi się ją czytało, jednak nie zajęła specjalnego miejsca w moim sercu. Przyjemna książka na kilka wieczorów. Jednak gdy zaczęłam czytać drugą część to przepadłam. Wczułam się w nią i w bohaterów o wiele lepiej i bardziej od samego początku.

Plusem książki, są na pewno bardzo mądrze wplecione nowe akcje. Nie są one wywleczone z kosmosu, dzięki czemu bohaterowie nie stawiają czoła czemuś o czym nie mieli pojęcia, że istniało kiedykolwiek wcześniej.  

Akcja nie rozpoczyna się od raz,u w miejscu zakończenia poprzedniego tomu, co jest bardzo komfortowe, zwłaszcza dla tych czytelników, którzy nie czytają ich jedna po drugiej. Fabuła zaczyna się powoli, pozwalając na ponowne wkręcenie się w nią po czym przyspiesza i tak wciąga, że nie pozwala na oderwanie się od niej aż do samego końca.

Czytając "Miedzianą Rękawicę" mam wrażenie, że postacie bardzo się rozwinęły co jest oczywiście ogromnym plusem. Moim zdaniem największą przemianę przeszedł główny bohater - Call. Jego decyzje stały się rozsądniejsze a on sam poważniejszy co jest bardzo naturalne biorąc powagę jakie brzemię jakie niesie. Poznajemy również dokładniej inne postacie, co pozwala nam zapałać do nich jeszcze większą sympatią.

Moim zdaniem Magisterium jest taką serią co wciąga powoli, ale skutecznie. Pierwsza cześć podobała mi się jednak , gdybym nie miała możliwość przeczytania następnej to nie załamałoby mnie to mocno. Po drugiej części mogę powiedzieć, że niecierpliwie wyczekuje trzeciej, zastanawiając się co czeka bohaterów.

Warto zaznaczyc, ze mimo ze jest to ksiazka dla kazdego pomimo tego ze jest kierowana do mlodszych czytelnikow

Próba żelaza | Miedziana Rękawica | The Bronze Key | Złoty Chłopiec | Wróg Śmierci

Moja ocena:
8+/10

Za możliwość poznania dalszych losów bohaterów cyklu Magisterium serdecznie dziękuje Wydawnictwu Albatros

Wywiad z Angusem Watsonem!

Zawsze kiedy czytam książkę w mojej głowie pojawia się pełno pytań, które z chęcią zadałabym  autorowi. Kiedy pojawiła się możliwość spełnienia tej chęci dzięki propozycji wywiadu z Angusem Watsonem, autorem trylogii "Czas żelaza" oprócz gwałtownych i spontanicznych wyznań miłosnych pojawiła się pustka. Większość pytań wyparowała. Wiele rzeczy, o które chciałam zapytać zostały już zawarte w wywiadzie, który zostały umieszczony w pierwszej części. Jednak nie mogłam takiej szansy zmarnować i skutkiem tego jest ten oto mały wywiad. Miłego czytania. :)

Czas Żelaza | Żelazna Wojna | Tron z Żelaza

O Autorze:


W wieku lat dwudziestu kilku Angus Watson miał już za sobą liczne i różnorodne doświadczenia zawodowe, od operatora wózka widłowego po bankiera inwestycyjnego. Odkąd ukończył 30 lat wykonywał rozmaite zlecenia jako pisarz freelancer: szukał na potrzeby artykułu do „Telegraph”  Wielkiej Stopy w Ameryce, nurkował z niemiecką flotą w Scapa Flow, pisał do „Financial Timesa” i pływał wśród lwów morskich u wybrzeży Wysp Galapagos, aby napisać  artykuł dla „The Times”. Teraz, gdy idzie mu na czwarty krzyżyk, Angus jest szczęśliwym mężem Nicoli i wychowuje w Londynie swojego synka Charliego. Jako fan zarówno powieści historycznych, jak i epickiej fantasy, zwiedza brytyjskie forty w ramach wykonywania zlecenia dla „Telegraph” i wpadł na pomysł napisania powieści fantastycznej osadzonej w realiach epoki żelaza, a koncept fabularny rozwinął, przemierzając starożytne brytyjskie szlaki podczas pracy nad kolejnymi artykułami. Możecie zaczepić go na Twitterze (@GusWatson) lub odwiedzić jego stronę internetową (www.guswatson.com).


(źródłem opisu jest nota "O Autorze" znajdująca się w książce "Czas Żelaza" wydanej przez wydawnictwo Fabryka Słów.)



Wywiad:


P: Czy któraś z postaci jest pańskim alter ego?

AW: Chciałbym powiedzieć, że Dug, jednak pewnie jestem bardziej jak Ragnall

P: Czy podaczas pisania książki pojawił się jakiś nowy wątek czy wszystko było zaplanowane od początku?

AW: Cały czas wiedziałem co się stanie na końcu, ale sposób, w jaki książka doszła do finału zmieniał się często po drodze
P: Pańskie postacie są bardzo realistyczne i zastanawiam się w jaki sposób Pan sprawił, że są tak wspaniałe. Czy używał Pan swoich znajomych czy krewnych jako "bazy"?

AW: Wielkie dzięki! Oficjalnie, aby uniknąć problemów z prawem, pisarze muszą oświadczyć, że żadna z ich postaci nie jest oparta na nikim, żywym, czy martwym. Jednak z drugiej strony, zastanowienie się nad tym, czym jest imaginacja jest nader interesujące. Nie może brać się znikąd, więc musi pochodzić całkowicie z doświadczeń danej osoby
P: Kiedy obmyślał Pan na początku fabułę, miał Pan w myślach początkową scenę czy raczej epicką końcową scenę?

AW: Miałem wymyśloną epicką początkową scenę jednak całkowicie zmieniłem aby stworzyć bitwę która otwiera "Czas Żelaza". Nie miałem pojęcia co stanie się w finałowej walce przeciw Zadarowi dopóki tam nie "dotarłem".


Za możliwość przeprowadzenia wywiadu bardzo dziękuje wydawnictwu Fabryka Słów.


128. [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA] W ramionach gwiazd

Ikar, największy prom kosmiczny w całej galaktyce, rozbija się podczas rejsu. Jedyni ocaleni to Lilac – córka najbogatszego człowieka w całej galaktyce, i Tarver – młody bohater wojenny, który nie należy do elity. Muszą zjednoczyć siły, by wrócić do domu i rozwiązać zagadkę tajemniczych wizji, jakie zaczynają ich nękać.
Wkrótce rodzi się między nimi uczucie. Jednak w świecie, z którego pochodzą, ich związek jest skazany na potępienie. Czy mimo to nadal będą chcieli opuścić planetę?


Tytuł: W ramionach gwiazd
Tytuł oryginalny: These Broken Stars
Autor: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Wydawnictwo: Otwarte
Cykl: Starbound
Premiera: 2 marca


Jeszcze nie tak dawno, nie było mi dane przeczytać książki, której akcja rozgrywa się w kosmosie. Pomimo, że miałam kilka powieści z tego gatunku w planach, nie znalazłam nigdy chęci oraz okazji, do zapoznania się z takową historią. Dlatego, gdy w końcu nadarzyła się szansa, z wielkimi nadziejami sięgnęłam po książkę "W ramionach gwiazd", która otwiera trylogię Starbound.

Obecnie w kosmosie, swój pierwszy lot odbywa największy, do tej pory, stworzony statek kosmiczny - Ikar. Na jego pokładzie znajdują się różnej maści ludzie. Od celebrytów, przez zamożne rodzin, po żołnierzach i służbie skończywszy. Oprócz tego, pośród nich znajduje się również Tarver, młody wojskowy, odznaczony wieloma medalami, za tłumienie rebelii w odległych zakątkach galaktyki. On sam nie czuje się komfortowo, będąc w śmietance towarzyskiej, dopóki pewnego wieczoru nie poznaje uroczej i niezwykle pięknej dziewczyny. Ona sama później okazuje się córką najbogatszego człowieka w galaktyce. Ich pierwsze spotkanie miało być również ostatnim. Jednak przez zrządzenie losu, statek rozbija się na nieznanej planecie, równocześnie grzebiąc całą załogę pod swoim wrakiem. Jedynymi ludźmi, którzy przeżyli katastrofę okazują się Liliac i Tarver. Muszą zrobić wszystko, co w ich mocy, by wezwać pomoc. Jednak planeta okazuje się znacznie bardziej niebezpieczna, niż można byłoby przypuszczać.

Z początku, nie byłam przekonana do fabuły książki. W moich wyobrażeniach, czekała mnie długa podróż, z punktu A do punktu B, gdzie autorki nie wykorzystają swojego potencjału i stworzą nużącą podróż. 200 początkowych stron, faktycznie były utrzymane w takim klimacie i nie wróżyło to nic dobrego. Sama zastanawiałam się, czy faktycznie "W ramionach gwiazd" zasługuje na tak wysokie opinie. Na szczęście, już od połowy powieści, autorki odrobinę przyspieszyły akcje książki i wprowadziły niesamowite zwroty akcji. Dopiero od tamtego momentu, nie mogłam się oderwać od książki, która z każdą stroną stawała się coraz lepsza.

Autorki "W ramionach gwiazd" stworzyły, na pierwszy rzut oka, bardzo schematycznych bohaterów. Księżniczka i wojak, z którymi przemierzamy planetę nie mogą nas teoretycznie niczym zadziwić. Pomimo tego, wraz z rozwojem akcji, zakochałam sie w tych banalnych bohaterach jakimi są Liliac i Travera. Mają oni swoje dobre jak i złe strony, przez co nie przemierzamy nieodkrytych pustkowi z wyidealizowanymi postaciami.
Miłość, która łączy bohaterów z pozorów może wydawać banalna oraz infantylna. Jednak pisarki rozwijały powoli relacje między bohaterami, kształtując miłość, która chwyci, za serce nawet najbardziej nieczułą osobę. 

Wydawałoby się, że autorki stworzyły lekką opowieść romantyczną przeplataną dramatem młodych ludzi. Jednak nic bardziej mylnego. Pisarki napisały przemyślaną i niesamowitą książkę. Oczywiście, jak każda książka, miała ona swoje dobre, jak i złe momenty. Za największy minus uznaję, początkową fazę przemierzania planety przez Liliac i Tarvera. Wydawało mi się, że autorki w pewnym momencie, nie miały pomysłu na dalszą historii tej dwójki. Na szczęście po jakimś czasie to wrażenie minęło i czekała mnie już tylko niezwykła opowieść do ostatniej strony.
"W ramionach gwiazd" jest dopiero pierwszą część niezwykłej trylogii, w której to tajemnica jest znacznie bardziej złożona niż ktokolwiek mógłby się domyślać.

"W ramionach gwiazd" okazało się dla mnie strzałem w dziesiątkę. Pomimo słabego początku, pisarki wynagrodziły to dalszą częścią powieści. Mogę z czystym sercem polecić tą pozycje, każdej osobie, w szczególności takiej, która jeszcze nie miała okazji przeczytać książki osadzonej w kosmosie. Niesamowite zwroty akcji oraz przemyślana fabuła, czynią tą książkę perełką wśród innych powieści. Z niecierpliwością ja sama wyczekuję kolejnych części cyklu Starbound.

8+/10

W ramionach gwiazd | This Shattered World | Their Fractured Light

Za możliwość poznania historii Liliac i Tarvera serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte


127. Pojedynek


Tytuł: Pojedynek
Tytuł oryginalny: The Winner's Curse
Autor: Marie Rutkoski
Cykl: Niezwyciężona
Wydawnictwo: Feeria Young
Opis: Nigdy nie mieli być razem. 17-letnia Kestrel, córka generała, prowadzi ekstrawaganckie życie i cieszy się wieloma przywilejami. Arin nie ma nic poza koszulą na grzbiecie. Kestrel jednak, pod wpływem impulsu, podejmuje decyzję, która nieodwołalnie związuje ich ze sobą. Chociaż oboje próbują z tym walczyć, nie mogą nic poradzić na to, że rodzi się między nimi miłość. W imię bycia razem muszą zdradzić swoich ludzi… a w imię lojalności krajowi muszą zdradzić siebie nawzajem.



Zakazana miłość, intrygi dworskie, wojna... pod takimi hasłami reklamowany jest "Pojedynek" amerykańskiej pisarki. Gdy dowiedziałam się, że "Pojedynek" zostanie wydany w Polsce sądziłam, iż pojawi się jakaś oryginalna pozycja na rynku, która porusza nieco inne tematy, niż obecnie popularne gatunki. Jednak powieść zamiast stać się przełomową historią, okazała się porażką.

Kestrel jest młodą Valorianką, której to lud kilkanaście lat temu pokonał Herańczyków i obecnie zajmuje ich ziemie. Ich samych przemianowali na swoich niewolników, którzy muszą pełnić służbę, aż do śmierci. Główna bohaterka jest córką generała, zatem jej życie jest jeszcze bardziej usłane różami, niż innych Herańczyków.
Pewnego dnia kupuje niewolnika, który ma być kowalem dla jej ojca. Dziewczyna zbliża się do chłopaka, a między nimi powoli kiełkuje uczucie, które jednak nigdy nie powinno zaistnieć.

Szczęście zależy od tego, czy jesteś wolna a wolność zależy od odwagi.

Z wielkim zapałem zawsze szukam pozycji, w której będzie kolaboracja, wojna, zdrady. Gdy usłyszałam, iż "Pojedynek" pojawi się na polskich półkach byłam wniebowzięta. Miałam wielką nadzieję, że opowieść ta okaże się strzałem w dziesiątkę i nie będę mogła się od niej oderwać. Jednakże nigdy nie sądziłam, że ta powieść okaże się tak bardzo oklepana, że cudem uda mi się wytrwać do końca. 

Kestrel oraz Arin to bohaterowie, których mamy praktycznie przez całą opowieść. Nie zadziwiają oni nas niczym. Dawno nie widziałam tak mdłych i źle wykreowanych postaci. Autorka przez całą książkę starała się opisać niezwykle zdolnych, mądrych oraz silnych emocjonalnie bohaterów, którzy suma summarum byli bezbarwni i niezwykle sztuczni. Teoretycznie powieści nie tworzą tylko postacie pierwszoplanowe, ale również należy pamiętać o drugoplanowych. Niestety tutaj autorka również się nie popisała. Nie poznajemy nikogo, kto mógłby swoim postępowaniem, bądź charakterem uratować tą powieść.

Żaden ze snów nigdy cię nie skrzywdzi.

Fabuła jest więcej, niż tylko oklepana. W moim odczuciu "Pojedynek" jest stworzony na utartych schematach, które spotkamy w pierwszej lepszej pozycji. "Zakazana miłość" która była jedna chyba z głównych reklam książki sięgnęła dna w tej powieści. Nie znalazłam w całej historii niczego co zadziwiłoby czytelnika albo chociaż sprawiłoby, że się przy niej nie usypiało. Oprócz tego autorka postawiła w powieści na dialogi. W książce było pełno bezsensownych rozmów, które nic nie wnosiły do fabuły, a jedynie zapełniały kartki.

Z każdą stroną liczyłam, że akcja się rozpędzi lub będzie jakiś nieoczekiwany zwrot wydarzeń. Niestety cała opowieść wlecze się jak flaki z olejem, a nadzieja, że dalsza część książki wynagrodzi nam słaby początek znika, po każdym rozdziale.
Styl pisania autorki nie był ani przełomowy, ani bardzo zły. Można powiedzieć, że była to jedyna neutralna rzecz w książce, która mnie nie zraziła.

Ludzie przebywający w jasno oświetlonych miejscach nie dostrzegają tego, co skrywa się w mroku.

"Pojedynek" był dla mnie dużym rozczarowaniem. Liczyłam na wspaniałą opowieść, jednak nie znalazłam niczego co by mnie w tej powieści zachwyciło bądź złapało za serce. Nie wiem komu mogłabym polecić tą książkę, pomimo tego, że zebrała wiele pozytywnych opinii. Ja sama nie jestem zainteresowana poznaniem dalszych losów Kestrel oraz Arina.

Moja ocena

4/10

126. Red Rising: Złoty syn

redrising_t2_v03Tytuł: Złoty Syn
Autor: Pierce Brown
Cykl: Red Rising
Tom: II
Wydawnictwo: Drageus Publishing House
Opis: Darrow au Andromedus, sławny absolwent Instytutu Marsa, wspina się coraz wyżej po szczeblach kariery wśród Złotej Elity. Jego drogę znaczy krew nie tylko wrogów, lecz i przyjaciół. Jednak celem Darrowa nie jest awans i bogactwo. Młodzieniec wypełnia inną misję – próbuje osłabić Złotych tyranów od wewnątrz i obalić ich bezwzględne rządy nad ludzkością.
Wydaje się, że jest już blisko osiągnięcia celu, gdy ponosi klęskę.Świat Złotych gardzi przegranymi i spycha ich na dno bez litości. Nie ma tu przyjaźni, lecz tylko sojusze – dawni bracia stają się wrogami, a śmiertelni wrogowie aliantami. Darrow boleśnie się o tym przekona. Czy uda mu się podnieść? Czy zdoła wypełnić swoją misję? Czy też stanie się potworem jak inni i polubi okrucieństwo, w którym nauczył się żyć?

Po zakończeniu pierwszej części trylogii Red Rising, odczekałam parę dni do opadnięcia emocji, by następnie z uśmiechem na twarzy zabrać się za drugą część. Miałam spore oczekiwania wobec tej części i wierząc w bardzo dobre pomysły Pierca Browna mogłam liczyć na ich spełnienie. Jednak czy się tego doczekałam?

Akcja książki rozpoczyna się dwa lata po zakończeniu pierwszej części trylogii. Darrow wraz z innymi bohaterami w tym czasie się rozwinęli oraz zdobyli różne osiągnięcia. Czytelnik zostaje gwałtownie wepchnięty w akcję, a o tle wydarzeń dowiaduje się z powoli, często poprzez tak zwane: czytanie między wierszami. Spodobał mi się ten sposób rozpoczęcia, który wręcz zmusza czytelnika do wyciągania własnych wniosków, zastanawiania się nad możliwym scenariuszem. Taki zabieg jest wiele ciekawszy dla czytelnika, niż "podanie na tacy" wszystkich faktów od razu.

Darrow mimo, że przybyło mu lat i tkanki mięśniowej nie zmienił się drastycznie pod względem charakteru. Jest bardzo dobrze skonstruowany pod tym względem bohaterem, który zdeterminowany dąży do osiągnięcia swojego celu. Jednak w tej części chłopak zachowywał się inaczej. W moim odczuciu był łatwym celem manipulacji oraz popełniał błędy wynikające z jego dumy. Cieszyłabym się z tego, ponieważ widać, że autor stara się wykreować ludzkiego bohatera, który również popełniał błędy. W tej części Pierc Brown zwrócił uwagę czytelnika, na przesadną dumę głównego bohatera. Jego wada nie opuszczała go nawet wtedy gdy groziło mu przez to niebezpieczeństwo. Wydawało się to bardzo nienaturalne, ale o dziwo po jakimś czasie jego wada "zniknęła" tak szybko, jak się pojawiła. Pytaniem zostaje czy to była celowa zmiana mająca na celu wzbudzić reakcję czytelników czy przypadek.
Darrow jest typem bohatera, który w książce mi pasuję pod względem charakteru, ale w realnym życiu bardzo by mi przeszkadzało jego zachowanie. Trudno to powiedzieć, jednak jestem pewna, że nie wytrzymałabym z nim. Z racji tego, że podchodzę do tej serii bardzo emocjonalnie oraz czytając ją czułam się jakbym tam była, jest mi ciężko go ostatecznie ocenić pod względem bohatera papierowego.


"Poniesiesz porażkę, ponieważ wierzysz, że wyjątek od reguły tworzy nową regułę."


Również cenię sobie w tej części to, że bohaterowie się rozwijali. Robiło mi się ciepło na sercu, kiedy czytałam o swoich ulubionych postaciach, o ich przeszłości, motywach czy o ich rodzinach. Dzięki temu zdobyłam do nich jeszcze większą sympatię oraz ochotę na poznanie dalszych losów książki. Także jestem wdzięczna autorowi za wprowadzenie wielu nowych postaci, co jest zrozumiałe - akcja rozgrywa się w różnych miejscach, gdzie przewija się wiele ludzi  i tak jak w prawdziwym życiu część z nich pozostanie dla nas anonimowa, a część poznajemy.

Przez całą książkę zadziwiał mnie pomysł na ten świat, a zwłaszcza na wytwory ludzkich rąk oraz nie zmiennie - klasyfikacja ludzi poprzez kolory. W tej części dowiadujemy się więcej o pośrednich kolorach, co pozwala nam dowiedzenie się więcej o ich zajęciach czy zwyczajach.
Jednak narracja z punktu widzenia Darrowa nie pozwala na dokładne przyjrzenie się im nad czym ubolewam.

Czytając poprzednią część na początku nie mogłam się przyzwyczaić do stylu pisania, jednak "wskakując" w tą dokładnie wiedziałam czego się spodziewać. Lubię styl opisywania Pierca Browna, ponieważ jest odpowiednio "wyważony" pomiędzy opisami, a dalszym rozwojem akcji. Uwielbiam też specyficzne poczucie humoru, które do mnie trafiło idealnie oraz fakt, że każda strona nie była naładowana żartami, a pojawiały się one w odpowiednich momentach.

"Lubię o sobie myśleć, że jestem zagrożonym gatunkiem"

Także fabuła nabiera rumieńców w tej części i przyspiesza, jednak nie sprawiło to, że czytelnikowi coś z związku z tym umykało.

Podsumowując druga część na pewno mnie nie zawiodła, ale sprawiła, że w zwieńczeniu trylogii będę oczekiwać na jeszcze więcej! Zainteresowała mnie i polecam ją każdemu kto jeszcze waha się co do niej.

Moja ocena
 9/10

Złota krew | Złoty Syn | Gwiazda Zaranna

Za możliwość poznania dalszych losów Darrowa serdecznie dziękuję Wydawnictwu Drageus Publishing House
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka