136. Prawdodziejka

Okładka książki Prawdodziejka
Młode wiedźmy Safiya i Iseult mają zwyczaj często wpadać w tarapaty. I przez to teraz muszą opuścić swój dom.
Safi jest bardzo rzadką wiedźmą prawdy, która jest zdolna zdemaskować każde kłamstwo.
Wielu zabiłoby dla jej umiejętności. Dlatego Safi musi pozostać w ukryciu. Inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. Z kolei prawdziwe moce Iseult są tajemnicą nawet dla niej samej. I lepiej, żeby tak zostało.


Tytuł: Prawdodziejka
Tytuł oryginału: Truthwitch
Autor: Susan Dennard
Wydawnictwo: SQN
Tłumacz: Regina Kołek, Maciej Pawlak
Seria: Czaroziemie
Tom: I

Czasami trudno jest mi przejść obojętnie obok książek, które dopiero co pojawiły się na sklepowych półkach. Dlatego też moją uwagę od razu przykuła "Prawdodziejka". O ile tytuł był tajemniczy, to opis z tyłu zapowiadał fascynującą historię. Zachęcona dodatkowo pochlebnymi opiniami na jej temat, postanowiłam przeczytać powieść, licząc na jedyna w swoim rodzaju przygodę po intrygującym świecie. Jednak okazało się, że nie było wcale tak kolorowo jak się spodziewałam.

Safi i Iseult są nierozłączne. Wszystko robią razem, a dotyczy to nawet wpadania w tarapaty. Tym razem również są w nieciekawej sytuacji. Nie mając innego wyjścia postanawiają uciekać z miejsca, które do tej pory było dla nich schronieniem. Jednak nic nie może być tak łatwe, jak się wydaje. Ucieczka nie przebiega po myśli dziewczyn i wbrew woli zostają wplątane w konflikty między narodami. Ich udział jest jednakże bardziej kluczowy, niż mogłyby przypuszczać.

Bądź jak kwiat, jak kwiat na tafli jeziora.

Książka zapowiadała się bardzo ciekawie. Nieodłączne przyjaciółki, które wspólnie przemierzają świat pełen niebezpieczeństw i stawiają czoła przeciwnościom losu. Pomysł sam w sobie, mógł być strzałem w dziesiątkę dla wielu czytelników, jednak finalny produkt odbiega od wyobrażeń.
Pierwsze na co zwróciłam uwagę to świat przedstawiony przez pisarkę. Autorka miała trudne zadanie, gdyż cały świat jest tworzony od zera. Począwszy od dziwnych nazw czarodziejów, po niebezpieczne stwory, aż skończywszy na magicznych krainach. Sam pomysł był intrygujący i świeży. Każdy odłam magów miał swój własny, niepowtarzalny talent. Czytelnik z zapałem odkrywał nowe moce, nigdy nie wiedząc czego się po nich spodziewać. Jednak mimo tego, autorka nie potrafiła wykorzystać swojego pomysły, jak i ukrytego potencjału w stu procentach. Świat pomimo tego, że wydaje się od pierwszych stron niezwykle barwny i żywy, z każdym kolejnym rozdziałem jest pomijany. Pisarka nie skupiła się na przedstawieniu magów, trudnych relacji dworskich, narodów w należyty sposób. Przez co nie dość, że trudno wbić się w samą opowieść, czytelnik musi się wielu rzeczy domyślać. Książka wiele na tym traci, gdyż mogła by być o wiele lepsza, gdyby czarno na białym przedstawione były fakty.
Obawiam się również, że kolejne części będą wyglądać podobnie i nigdy autorka nie skupi się na sprawach kluczowych.

Kiepsko przedstawiony świat był wynikiem m.in słabych opisów. Autorka zupełnie pomijała tą kwestie pędząc z akcja. Często odnosi się wrażenie, że kilka kartek zagubiło się po drodze. Tym samym wydarzenia nie są ze sobą powiązane logicznie. Jest to poważne niedopatrzenie, które sprawia, iż czyta się książkę ciężko.
Wielką uwagę skupiłam również na infantylnym języku, który kuje oczy. Prosty język jest nie tylko na to przykładem. Zdania nie raz kończą się zupełnie niepotrzebnie wielokropkiem. Autorka potrafiła ten "zabieg" zastosować nawet kilka razy na jednej stronie. Do tej pory nie jestem pewna do czego do służyło. Budowania napięcia? Czy też może bohaterowie nie potrafili się wysłowić?
Oprócz tego dialogi prowadzone przez postacie nie wnoszą często nic do fabuły. Są zaledwie niepotrzebnym zapychaczem kolejnych kartek. Bardzo mnie to zraziło do książki, jak i samej autorki.
Warto jeszcze w tym akapicie zwrócić uwagę na żarty, które nie raz są wplecione w wypowiedzi. Niestety autorka, ani razu mnie nie rozśmieszyła, a ja sama byłam załamana poziomem niektórych "żartów".

Zdawało się to zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe.

Wielkim minusem tej książki jest akcja. Czytelnik zostaje od razu wrzucony w sam wir przygód dwóch dziewczyn. Natomiast każdy kolejny rozdział zapewnia następne przeciwności losu. Byłoby to z pewnością bardzo ciekawe, gdyby autorka potrafiła budować ciekawą akcje. Nie chodzi mi, że przygody nie były intrygujące, ale przedstawienie ich i budowanie napięcia nie wyszło dobrze. Przez co, każdą kolejną stronę się po prostu czyta. Czytelnik nie kibicuje bohaterkom z całego serca, tylko ze stoickim spokojem poznaje ich dalsze losy.

Autorka z całych sił starała się stworzyć bohaterki, o dwóch odmiennych charakterach. Często podkreśla w powieści ich mocne oraz słabe cechy, by pokazać ich różne osobowości. Pomimo usilnych starań do tej pory trudno mi ich nie pomylić. Pisarka może i stworzyła ciekawe postacie, jednak uciążliwe jest ciągłe zwracanie uwagi czytelnika na ich różnice.
Bardzo mi za to przypadło do gustu ukazanie przyjaźni między dziewczynami. Była pokazana w piękny sposób, dzięki czemu jest to jeden z niewielu atutów tej książki.

Podsumowując "Prawdodziejka" okazała się wielkim rozczarowaniem. Liczyłam na wielką przygodę, która faktycznie wpisze się do kanonu. Jednak otrzymałam średnią książkę z wieloma minusami, wpływającymi na odbiór przeze mnie historii. Powieść mogę polecić osobom szukającym lekką lekturę na kilka wieczorów. Jednakże nie sądzę, by pozostała w ich pamięci na dłużej.

Prawdodziejka | Wiatrodziej | Bloodwitch | Untitled

Moja ocena
5/10

135. Posłaniec strachu

Przypomniałam sobie moje imię – Mara. Ale, stojąc w tym upiornym miejscu, na przeciw poważnego młodego człowieka w czarnym płaszczu ze srebrnymi czaszkami na guzikach, nie mogłam sobie przypomnieć nic więcej. I wtedy zaczęła się gra…
Posłaniec dostrzega ciemność w młodych sercach. Widzi szkody, jakie młodzi wyrządzają na świecie. Gdy pozostają bezkarni, oferuje im nikczemną grę. Jeśli wygrają, mogą odejść bez konsekwencji. Przegrana oznacza, że będą musieli przeciwstawić się swojej największej fobii.
Co to ma wspólnego z Marą? Wkrótce sama się o tym przekona.


Tytuł: Posłaniec strachu
Tytuł oryginału: Messenger of Fear
Autor: Michael Grant
Wydawnictwo: Jaguar

Michael Grant jest amerykańskim autorem znanym między innymi z serii GONE. Ja nigdy nie miałam okazji przeczytać tej trylogii. Wynikało to z braku większego zainteresowania tą serią, jak i długą kolejką innych książek do przeczytania. Jednak moja przyjaciółka stwierdziła, że koniecznie muszę sięgnąć po tą pozycje, jednocześnie gwarantując, iż mi się podoba. W końcu za jej namową rozpoczęłam tą książkę, zastanawiając się czy spełni moje oczekiwania. Na samym początku mogę stwierdzić, że pisarz stworzył oryginalną historię, która wciąga czytelnika do swojego świata od pierwszego rozdziału.

Mara budzi się w bliżej nieokreślonym miejscu. Jedyną rzeczą jaką pamięta to swoje imię. Błądząc w tajemniczym miejscu, gdzie nie ma nic oprócz mgły napotyka wzbudzającego w niej niepokój mężczyznę. Okazuje się być on Posłańcem Strachu. Jego zadaniem jest sądzenie ludzi, których nie dosięgnęła sprawiedliwość. Dziewczyna zostaje zmuszona by być jego uczennicą i towarzyszyć mu w sytuacjach, które ukazują najgorsze oblicza ludzi. Jednak w jaki sposób Mara się w to wszystko wplątała?

 Ludzie naprawdę są geniuszami w usprawiedliwianiu własnego zachowania i jednoczesnym ocenianiu innych. Zwłaszcza tych, których zbyt dobrze nie znają. ”

Fragment na okładce książki nie mówi praktycznie nic. Tak samo jest z początkowymi rozdziałami, które pozostawiają więcej pytań, niż odpowiedzi. Czytelnik tak naprawdę nie może poznać o czym jest książka bez poznania spojlerów. Jedynym sposobem by odkryć fabułę książki to przeczytanie jej. Było to bardzo ciekawe, gdyż sama nie sięgam po powieści, do których nie jestem przekonana. W przypadku "Posłańca strachu" niemożliwe jest upewnienie się, czy historia w nim zawarta przypadnie do gustu. Jednakże autor stworzył idealną powieść z mrocznym klimatem oraz domieszką tajemnic. Tym samym nawet wymagający czytelnicy, będą chcieli przekonać się na własnej skórze, czy pisarz jest w stanie spełnić ich oczekiwania.

Michael Grant stworzył niebanalny świat, w którym nic nie ustalonych schematów. Rzeczywistość przedstawiona w "Posłańcu strachu" jednocześnie przeraża, jak i intryguje. Posłańcy strachu, wymierzanie sprawiedliwości w różne sposoby, tajemnicze postacie to tylko początek powieści, która wciąga czytelnika w swój świat i gwarantuje niezapomniane przeżycia.
Oprócz nietuzinkowej rzeczywistości, autor poruszył w swojej książce naturę ludzką, jak i charakter ludzi w zależności od środowiska, w którym żyją. Ukazał w perfekcyjny sposób różnorodność ludzi, ich osobowości oraz zachowania w zależności od sytuacji. Był to ciekawy wątek, który przewijał się przez całą książkę.

Trudno jednak napisać cokolwiek o bohaterach, jednocześnie nie zdradzać za dużo fabuły. Mara jest silna bohaterką, która pomimo wszelkich swoich decyzji zyskuje uznanie u czytelnika, szczególnie po poznaniu jej historii,
Jednakże warto wspomnieć tutaj o postaciach, pojawiających się zaledwie tylko raz na przestrzeni całej książki. Pomimo tego, że była to pokaźna liczba bohaterów, autor zadbał by każdy z nich miał swoją uniwersalną historię, jak i charakter. Dzięki temu czytelnik angażuje się, w każdą z osobna, nie mając poczucia, iż o takiej już słyszał.

 „ Myślę, że sny zapewniają równowagę. Kiedy wszystko jest w porządku, sny przypominają, że strach istnieje. Kiedy z kolei coś się wali, w snach pojawia się nadzieja.

"Posłaniec strachu" w polskim wydaniu zawiera od razu tom drugi pt.: "Tattooed Heart". Pomimo tego cała historia bardzo szybko się kończy. Jest to spowodowane szybkością akcji jaką autor narzucił. Pisarz skupia się przede wszystkim na zleceniach, które dostaje Posłaniec strachu. Mimo ciekawej koncepcji rzeczywistości, która stworzył pan Grant, nie wykorzystuje on swojego pomysłu. Bardzo tego żałuję, gdyż z wielką chęcią poznałabym więcej szczegółów z tego oryginalnego świata.

"Posłaniec strachu" okazał się ciekawą książką, którą trudno porzucić chociaż na chwile. Autor bez problemu stworzył fascynującą historię, którą można wspominać długo. Ja sama chciałabym poznać dalsze losy bohaterów. Niestety chyba będę musiała zrezygnować z tego marzenia, gdyż nie zanosi się na kolejną część.

Moja ocena
7/10

134. Porwana pieśniarka

Klątwa rzucona przez czarownicę na pięć stuleci uwięziła trolle w mieście pod gruzami Samotnej Góry. Przez wieki wspomnienia o ich mrocznej i złowrogiej magii zatarły się w ludzkiej pamięci. Oto jednak pojawia się przepowiednia o związku dwóch osób, który będzie miał moc uwolnić trolle. Kiedy Cécile de Troyes zostaje porwana i uwięziona pod górą, odkrywa,, że w legendach na temat trolli kryje się więcej prawdy, niż ośmieliłaby się przypuszczać. Po przybyciu do Trollus Cécile myśli tylko o jednym: jak uciec. Trolle są jednak inteligentne, szybkie i nieludzko silne. Musi więc czekać na właściwy moment. Tymczasem dzieje się coś niezwykłego – Cécile zaczyna się zakochiwać w tajemniczym księciu trolli, któremu została poślubiona. Nawiązuje przyjaźnie. Dziewczyna powoli zdaje sobie sprawę, że może być jedyną nadzieją dla mieszańców – trolli z domieszką ludzkiej krwi, zniewolonych przez trolle czystej krwi. W mieście wybucha bunt, a Tristan, jej mąż i następca tronu, jest jego ukrytym przywódcą.

Tytuł: Porwana pieśniarka
Tytuł oryginału: Stolen Songbird
Autor: Danielle L. Jensen
Wydawnictwo: Galeria Książki
Cykl: Klątwa
Tom: I

Trolle kojarzą się ze śmierdzącymi, złośliwymi oraz mało inteligentnymi stworami. W większości powieści gdzie występują zapewniają więcej kłopotów, niż pożytku. Jednakże "Porwana pieśniarka" rzuca nowe światło na te potwory, ukazując czytelnikowi inną wizje do tej pory niedocenianych stworów. Tworzy im nowy sposób życia, obyczaje oraz historię pozwalając poznać odmienione Trolle. Dlatego też z czystej ciekawości sięgnęłam po tę książkę, zastanawiając się czy faktycznie uda jej się zmienić moje postrzeganie na utrwalone schematy.

Od pięciu wieków Trolle żyją w Samotnej Górze. Nie mając możliwości by ją opuścić, po tym jak zostało rzucona na nich klątwa przez wiedźmę. Pomimo tak długiego czasu wspomnienia o nich nie zatarły się w pamięciach ludzi, którzy prowadzą z nimi interesy.
Jednak niespodziewanie pojawia się nadzieją dla Trolli. Postanawiają porwać młodą dziewczynę - Cecil. Według wszelki znaków wydaje się ona być wybranką mającą uratować Trolle i wyzwolić ich spod klątwy. Wbrew swojej woli Cecile poślubia księcia prawie zapomnianej rasy. Jednakże okazuje się, iż nic nie idzie po myśli bohaterów i będą musieli stanąć przed trudnym wyborem, który będzie miał wpływ na życie ludzi, jak i Trollów.

Czyny są ważniejsze niż słowa.

Prawdę mówiąc wybrałam tą książkę tylko z powodu Trolli. Nie mogłam wyobrazić sobie tego gatunku inaczej, niż do tej pory znałam je z innym powieści. Autorka kreując na nowo stwory, nie pominęła żadnego szczegółu i skrupulatnie przedstawia czytelnikowi nową wizje Trolli na kartkach książki. Dla czytającego poznawanie na nowo dawnych potworów, to wyśmienita rozrywka. Z jednej strony głowy ma się obrzydliwe stwory, a jednocześnie, poznaje się ich inne oblicze stworzone przez pisarkę.

Bohaterowie książki nie są wspaniale wykreowani. Pani Jensen ukształtowała schematyczne postacie, które można spotkać w większości pozycji. Nie wybijali się niczym szczególnym, jednakże pomimo tego trudno ich nie polubić. Cecile wraz z Tristanem stanowili główną parę. Stanowią oni przyjemny dla oka duet, tym samym kibicuje im się z całego serca.
Autorka nie zapomniała równocześnie o bohaterach drugoplanowych. Za każdym razem, gdy się pojawiają uatrakcyjniają akcje i sprawiają, że jeszcze przyjemniej poznaje się dalsze etapy historii.

Piękno można stworzyć, a wiedzę zdobyć, ale talentu nie da się ani kupić, ani nauczyć.

Największą moją uwagę pomimo wszystko przykuł świat, w którym zmuszeni są żyć bohaterowie. Przede wszystkim chodzi mi o wykreowaną Samotną Góra, gdzie żyją Trolle. Autorka zadbała by ich świat był ciekawy i zawsze miał jeszcze jedną nieodkrytą tajemnice. Bardzo mi się spodobał ten aspekt powieści, czyniąc ją interesującą. Oprócz tego pisarka zadbała o tradycje, jak i głęboko skrywane sekrety świata Trollów, dzięki temu książka dużo na tym zyskała.
Na koniec warto również wspomnieć o humorze, który pojawia się w czasie powieści. Wszelkie żarty bądź docinki między bohaterami są idealne zrównoważone. Czytelnikowi nigdy się nie wydaje by były one wymuszone, dzięki czemu kilka razy można wybuchnąć śmiechem czytając książkę.

"Porwana pieśniarka" okazała się interesującą książką. Nie jest ona idealna, ani świetna, jednak jest na tyle dobra, że z zapartym tchem poznaje się dalsze losy bohaterów, odkrywa się sekrety świata Trolli i bierze się udział w dworskich intrygach. Jednocześnie autorka stworzyła solidne fundamenty dla kolejnych części. Pierwsza części daje nadzieję, że historia rozwinie się jeszcze lepiej w drugim tomie.

Moja ocena
8/10

Porwana pieśniarka | Ukryta łowczyni | Waleczna czarownica

133. Dwór cierni i róż

Okładka książki Dwór cierni i różDziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?

Tytuł: Dwór cierni i róż
Tytuł oryginału: A Court of Thorns and Roses
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Uroboros
Cykl: Dwór cierni i róż

Większość z nas pamięta zapewne baśnie i opowiadania poznawane w dzieciństwie. One towarzyszyły nam przed zaśnięciem, a tym samym wprowadzały w świat fantastycznych stworów, uwielbianych po dziś dzień. Obecnie autorzy starają się "odkurzyć" porzucone powieści wplatając w nie nowe wątki i po tworząc inną rzeczywistość. Dobrym przykładem takiej książki jest "Saga księżycowa", która dla mnie jest serią wspaniałą oraz doskonale skonstruowaną. Pomimo tego, że nie czytałam podobnych do niej powieści wiedziałam, iż kiedyś nadejdzie czas na zapoznanie z podobnymi do niej seriami. Tym o to sposobem miałam okazje poznać "Dwór cierni i róż" mającym być nawiązaniem do baśni Piękna i Bestia. Autorka sama w sobie jest znana czytelnikom z serii "Szklany tron", która podbiła moje serce. Jednak Sarah J. Maas ukazuje inny świat, niż ten poznany podczas przygód Celaeny.

Nie wstydź się nawet przez chwilę robienia tego, co przynosi ci radość.

Feyre mieszka w małej, starej chacie wraz z dwoma starszymi siostrami i ojcem. Po utraceniu przez nich majątku oraz śmierci matki, dziewiętnastoletnia dziewczyna jest jedyną żywicielka rodziny. Stara się utrzymać wszystkich za marne miedziaki zarabiane przy okazji polowań . Pomimo wszelkich starań ze strony Feyre, podczas obecnej zimy przymierają głodem. Chcąc, nie chcą postanawia ona zapuścić się głębiej niż zazwyczaj, w las w poszukiwaniu zwierzyny. Podczas swojego polowania zabija oprócz sarny, również wilka. 
Nie mija wiele dni, gdy do jej chaty przybywa przedstawiciel starożytnej rasy - Fae. Mieszkają oni w Prythian, które jest oddzielonego od świata ludzi murem. Za karygodny czyn zgładzenia jednego z nich Feyre musi odpokutować. Mając do wyboru śmierć, a spędzenie reszty życia na ziemiach czarodziejskich istot, postanawia zaryzykować i przekracza drugą stronę muru.

"Szklany tron" stworzony przez autorkę zapadł mi głęboko w pamięć i z niecierpliwością oczekuję kolejnych części. Ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, każdy z nich zbliża historię Celaeny, Doriana, Chaola oraz wielu innych bohaterów ku końcu. 
Jednak byłam niezmiernie szczęśliwa widząc, że autorka pisze zupełnie nową serie. Dlatego z wielkimi nadziejami rozpoczęłam kolejna historię. Już na samym początku mogę stwierdzić, że "Dwór cierni i róż" okazał się zupełnie inny, niż sobie wyobrażałam na początku.

Lepiej umrzeć z uniesioną głową, niż płaszcząc się niczym nędzny robak.

Główni oraz poboczni bohaterowie "Szklanego tronu" są doskonale stworzeni. Każdy z nich ma swój indywidualny charakter, mocne jak i słabe strony, a co ważniejsze nigdy się nie nudzą czytelnikowi. Tutaj również liczyłam, że Sarah J. Maas wykreuje wspaniałe postacie, które swoją osobowością zapadną w pamięć. Niestety pod tym względem rozczarowałam się przy Feyre oraz Tamlinie. Wydają się oni niezmierni sztuczni i mało interesujący. Brakuje im temperamentu i tego "czegoś". Na szczęście autorka zadbała o bohaterów drugoplanowych, którzy swoim charakterem wybijają się przed główną parą. Lucien wraz z Rhys'em tworzyli całą "otoczkę", tym samym akcja stawała znacznie ciekawsza.

Widząc, że w tej serii również pojawiają się Fae byłam bardzo zdziwiona. Jakoś nie wyobrażałam sobie przeniesienia magicznych istot w inny świat, niż ten gdzie były oryginalnie. Jednakże okazało się, iż zupełnie mi to nie przeszkadzało. Było to spowodowane przedstawieniem ich w zupełnie inny sposób, niż w "Szklanym tronie". Pisarka nadała Fae charakterem zbliżony do baśniowych stworów, aniżeli niebezpiecznych istot. Zabieg ten okazał się niezwykle udany, dzięki czemu czytelnicy poprzedniej serii autorki nie będą mieli żadnych problemów by spojrzeć w innym świetle na Fae.

Akcja książki jest idealnie zrównoważona. Pierwsza połowa powieści umiarkowanie odsłania stworzony świat, w którym żyją bohaterowie i pozwala czytelnikowi go poznać. On sam jest niezwykle żywo i plastycznie opisany. Dzięki temu można z zainteresowaniem poznawać otaczającą postacie rzeczywistość, nie popadając w znużenie.
Po tym spokojnym, aczkolwiek interesującym początku akcja przyspiesza, a jedno wydarzenie, będzie goniło kolejne nie dając wytchnienia czytelnikowi.


- Nadziei potrzebujemy w równej mierze co chleba i mięsa - wszedł mi w słowo i spojrzał na mnie bystrym wzrokiem, co u niego było rzadkością. - Potrzebujemy nadziei, bo ona daje nam siłę, by trwać.

Jak wspominałam wyżej świat stworzony przez autorkę jest dopracowany, w każdym szczególe. Jest to zasługa przemyślanej koncepcji, jak i talentu pisarskiego. Sarah J. Maas zawarła nie raz atrakcyjne oraz barwne opisy dodające uroku książki.
Pisarka potrafi bez problemu tworzyć więzi pomiędzy bohaterami, które nigdy nie wydaja się wymuszone, bądź niepotrzebne. Dotyczy to również uczucia wykwitającego między postaciami. Stopniowo się ono rozwija, nie przyćmiewając niepotrzebnie innych wydarzeń.

"Dwór cierni i róż" z pewnością zasługuje na wszystkie pozytywne opinie jakie otrzymał. Sarah J. Maas po raz kolejny stworzyła wciągające historię, od której nie można się oderwać. Ja sama nie mogę doczekać się kolejnej części licząc, że autorka stworzy jeszcze lepszą książkę pomimo wysoko postawionej poprzeczki.

Moja ocena
9/10

Dwór cierni i róż | Dwór mgieł i furii | A Court of Wings and Ruin

Untitled #4 | Untitled #5 | Untitled #6

132. [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA] W sercu światła

Sofia wie, że w życiu może polegać tylko na sobie. Jej głównym celem stała się zemsta na korporacji LaRoux Industries, którą obwinia o śmierć ojca. Aby tego dokonać, nie cofnie się przed niczym. Gideon to błyskotliwy i niezwykle utalentowany haker. Sofia i Gideon nie ufają sobie nawzajem, ale wspólny cel zmusza ich do współpracy.
 Losy tej dwójki splatają się z losami innych wrogów okrutnej korporacji. Lilac, Tarver, Jubilee oraz Flynn wciąż płacą wysoką cenę za wybory, których dokonali. Zanim na planecie Korynt dojdzie do finałowego starcia z wrogiem, sześcioro bohaterów będzie musiało rozprawić się z własną przeszłością.

Tytuł: W sercu światła
Tytuł oryginału: Their Fractured Light
Autorzy: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Wydawnictwo: Otwarte
Cykl: Starbound
Premiera: 11 styczeń 2017

Zaraz po przeczytaniu "W spojrzeniu wroga" z wielkimi nadziejami rozpoczęłam ostatni tom cyklu Starbound. Zawsze przed samym końcem historii liczę, że autorzy mnie nie rozczarują i zafundują mi wspaniałą, finalną podróż po stworzonym przez nich świecie. Tym razem jeszcze bardziej liczyłam, że mile się zaskoczę ostatnim tomem. Już na początku mogę stwierdzić, iż "W sercu światła" nie odbiegał od reszty zarówno pod względem fabuły, jak i bohaterów.

„Jeśli nie wręczysz komuś broni, nie będzie mógł jej przeciwko tobie użyć”

Jedynym celem w życiu młodej Sofii jest zemsta na Rodericku LaRoux, przez którego zginął jej ojciec. Wiedziona swoim pragnieniem podróżuje po różnych miejscach i buduje znajomości, by móc pomścić ukochaną osobę. W końcu gdy dostaje szanse, by spotkać się z informatorem, sprawy się komplikują i bohaterka musi uciekać w towarzystwie zuchwałego, ale również czarującego chłopaka - Gideona. Okazuje się być on młodym, jednakże zdolnym hakerem, który swoje umiejętności chce wykorzystać do wyrównania rachunków z LaRoux. Nie mając innej opcji dwójka bohaterów postanawia ze sobą współpracować. Nie oznacza to jednak w ich przypadku zaufania sobie nawzajem.

Sześć istnień, sześć nici. Ciekawe, jaką tkaninę utkają

Zgodnie z ustalonym schematem w ostatnim tomie otrzymujemy dwójkę "nowych" bohaterów. Jednakże w porównaniu do poprzednich par o Sofii oraz Gideonie mieliśmy szanse już usłyszeć, a nawet spotkać jako postać drugoplanową. 
Sofiia jest młodą dziewczyną, która straciła ojca na Avonie podczas wybuchu. Zgodnie z prawem musiała opuścić rodzinna planetę, jednakże nie ma zamiaru podporządkowywać się zasadom. Podróżuje ona doszkalając swoje umiejętności w manipulowaniu i obserwowaniu ludzi, by osiągać swoje cele. 
Haker, którego czytelnicy poprzednich tomów mieli okazje poznać, skradnie wasze serce od pierwszego zdania. Gideon jest przykładem typowego czarującego cwaniaka, który sypie dowcipami ze swojego bogatego arsenału. Jednak pod tą maską skrywa się młody, zacięty geniusz.
Sofia jest postacią, która od samego początku wraz ze swoim przymusowym partnerem Gideonem intryguje charakterem. Muszę przyznać, że ta para była bardzo dobrze przemyślana, jednak nie urzekła mnie tak jak Jubilee z Flynnem. Pomimo tego, iż zakochałam się w Gideonie nie trafiają oni na szczyt list bohaterów z tej trylogii. Pierwsze miejsce nadal zasłużenie zajmuje para z "W spojrzeniu wroga".

Autorki w ostatnim tomie umiejscawiają akcje na rozwiniętej i tętniącej życiem planecie - Korynt. Jest to jedna ze zmian, które po kolei pojawiają się w poszczególnych częściach. Podróż rozpoczęta na opuszczonej planecie, po dopiero rozwijającą się, aż punkt kulminacyjny rozgrywa się na ziemi będącej w pełnym rozkwicie. Uważam to za bardzo ciekawy zabieg, który urozmaica, każdą z powieści czyniąc ją bardziej wyjątkową.

Mamy wystarczająco dużo siły, by żywić nadzieję.

Zważywszy na to, iż jest to ostatni tom cykl, w końcu wszyscy bohaterowie spotykają się ze sobą. Oczekiwałam tego momentu od czasu rozpoczęcia "W sercu światła". Byłam bardzo ciekawa w jaki sposób autorki połączą losy szóstki bohaterów, tak by wszystko połączyło się logiczną całość. Naprawdę jestem zadowolona z kierunku w jaki poszły pisarki. Nic nie było wymuszone, a moment spotkania był niezwykle pięknie napisany. Można było wyczuć, że wszystko jest dokładnie przemyślane, a fragment spotkania wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika.

W ostatnim tomie autorki, oprócz wspaniałego protagonisty, również położyły nacisk na wartką akcję, która trwa od początku, aż do samego końca. Bardzo mi to przypadło do gustu szczególnie, że wydawało się, iż przychodzi to z łatwością pisarkom. Jednakże w ostatnich 70 str wszystko się ze sobą plącze, a akcja leci na łeb na szyje. Podczas czytania odnosi się wrażenie, że autorki chcą zawrzeć jak najwięcej faktów i zwrotów akcji ile tylko możliwe. Niestety według mnie nie wyszło to na dobre książce, a ja sama porzuciłam ją na kilka godzin by odpocząć od niej.

Słyszałam wiele pochwał na temat okładek z cyklu Starbound. Sama jednak nie podzielałam tych opinii i nigdy nie odczuwałam żadnych pozytywnych emocji spoglądając na oprawę książek. Wydawały mi się zbyt sztuczne i nie oddawały uroku żadnej powieści. Dopiero przy ostatnim tomie z ręką na sercu mogę stwierdzić, że jest ona czarująca i przykuwa wzrok czytelnika.

„M i ł o ś ć  i  z a u f a n i e. To, co czyni nas ludźmi.”

"W sercu światła" pomimo swoich wad jest dobrym zakończeniem cyklu. Pomimo tego, że nie jest to wybitna książka, jest na tyle intrygująca, iż bez problemu przeczyta się ją z uśmiechem na twarzy. 
Podsumowując całą trylogię mogę bez problemu polecić, każdemu czytelnikowi, nawet jeżeli nie miał styczności z historią w kosmosie. Ja sama zapewne długo będę wspominać przygody bohaterów, które mnie oczarowały. 

Moja ocena
8/10


Za możliwość poznania zakończenia cyklu Starbound serdecznie dziękuję wydawnictwu Otwarte

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka