178. Pusta noc

Okładka książki Pusta nocNa pierwszy rzut oka Magda jest zwykłą dwudziestolatką. Czas wypełnia jej praca w małej księgarni oraz obowiązki domowe. To jednak tylko pozory, gdyż w wolnych chwilach, zamiast spotykać się z rówieśnikami, Magda tropi upiory rodem ze słowiańskich wierzeń. Z krainy umarłych ucieka najpotężniejsza istota, z jaką żniwiarze kiedykolwiek musieli się zmierzyć. Tymczasem między Magdą a Mateuszem, tajemniczym chłopakiem, który niedawno wprowadził się do miasteczka, zawiązuje się nić sympatii. Dziewczyna pokazuje Mateuszowi świat słowiańskich wierzeń, nie mając pojęcia, że już wkrótce ona i jej przyjaciele znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Tytuł: Pusta noc
Autor: Paulina Hendel
Wydawnictwo: Czwarta strona
Seria: Żniwiarz
Tom: I

Rzadko czytam polskich autorów. Dotychczas przeczytałam zaledwie kilka powieści, które wyszły spod pióra rodzimych pisarzy.
Nie było to nigdy spowodowane tym, że uważałam, iż są oni gorsi od zagranicznych. Jedynie nie mają takiej promocji, przez co są mniej znani. Chcą zmienić swój nawyk, sięgania po autorów za granicy, postawiłam sobie za cel przeczytania jednej z nowości polskiego autora. Widząc nową pozycję na rynku wydawniczym, pasującą do mojego postanowienia, zapisałam ją na mojej liście i kilka miesięcy na nią polowałam, aż w końcu dorwałam ją w swoje łapki niezmiernie z tego powodu szczęśliwa.
Pusta noc zapowiadała się bardzo ciekawie. Mało miałam okazji poczytać o stworach ze słowiańskiej mitologii. Z wielkimi nadziejami rozpoczęłam przygodę ze Żniwiarzami, oczekując bardzo dobrej lektury.

Od niepamiętnych czasów ludzie snuli powieści o zmorach, które kryją się pod osłoną nocy. Towarzyszyły one codziennie ludziom wyjaśniając wszelkie zjawiska nieobjęte umysłem. Wbrew pozorom, nie są one jedynie grą wyobraźni i od zarania dziejów istnieją wśród ludzi, by stanowić często zagrożenie. Jednak zanim wyrządzoną one większą krzywdę, zostają wypędzone przez Żniwiarzy. Są to wolni strzelcy, którzy zabiją wszelkie niebezpieczeństwa nie z tego świata. Pomimo wyglądu ludzkiego, nie można powiedzieć, że są ludźmi. Magda żyje właśnie obok jednego z nich, który jest jej wujkiem. Od wielu lat poznaje tajniki pracy Żniwiarza, chcą pomagać Felixowi. Życie toczy się normalnym torem, do czasu dziwnych wydarzeń na terenie ich miasteczka i okolic. Nastaje bowiem czas, gdy nic nie jest pewne, i zarówno Magda, jak i Felix muszą się zmierzyć z czymś zupełnie nowym.

Pierwszą rzeczą, która mnie zainteresowała i dla której sięgnęłam po tę powieść jest mitologia słowiańska. Od kilku miesięcy zastanawiałam się nad kupnem zbioru mitów słowiańskich. Jednak nad rozmyślaniami się na razie skończyło. Dlatego też będąc zaciekawiona tym tematem postanowiłam sięgnąć po Pustą noc, aby poznać potwory z rodzimych ziem. Aczkolwiek trochę się rozczarowałam tym co znalazłam na kartkach powieści. Z każdą stroną chłonęłam każdą informację, jaką zawierała autorka o stworach oraz o sposobie ich wygnania. Jednakże w pewnym momencie (i tak okrojone informacje) skończyły się. Cały czas powtarzało się to co było wspominane wcześniej. Pomimo tego, że nie znam się na słowiańskich wierzeniach, sądzę iż bez problemu autorka mogła rozwinąć ten temat. Każda informacja zdawała się być okrojona i powierzchownie przedstawiona. Zamiast poznania dogłębnie słowiańskich stworów, można dowiedzieć się o nich zaledwie strzępków informacji.

Początek książki był bardzo trudny. Pomimo tego, że autorka nie używa wyszukanego języka, jej opisy  wydawały mi się wyjątkowo nużące. Bardzo lubię plastyczne przedstawienie świata, jednak w tym przypadku wyczekiwałam dialogów, które więcej wnosiły i mnie nie nudziły.
Skoro jesteśmy przy świecie, trudno nie wspomnieć o Żniwiarzach. Autorka w tym przypadku się nie popisała moim zdaniem. Wydawali mi się oni niedopracowani i podobnie jak stwory, powierzchownie opisani. Byłam przekonana, że tajemni obrońcy ludzkości, zostaną żywiej przedstawieni. Nie oczekiwałam opisów w samych superlatywach, jednak "doszlifowania" funkcji, jak i samych Żniwiarzy.

Magda była kreowana na sympatyczną, bystrą i zaradną kobietę. Wszystkie te cechy były jedynie połowicznie. Nie raz zastanawiałam się, czy główna bohaterka jest taka inteligentna, jak mi się wydawało jeszcze pięć stron temu, czy nie. Nie do końca polubiłam się z dziewczyną i jej przygody nie wciągnęły mnie w taki sposób, w jakie powinny.
Felix niestety nie okazał się bardziej intrygującym bohaterem, niż Magda. Obojgu z nich brakowało pewnej iskry oraz cech, dzięki którym śledziłabym ich historię z wypiekami na twarzy.

Pusta noc rozczarowała mnie. Zarówno pod względem fabularnych, jak i kreacji bohaterów. Wszystkiemu "czegoś" brakowało, przez co ta powieść jest średnich lotów. Z chęcią poznam dalsze losy postaci, jednak nie będę ich z taką niecierpliwością wyczekiwała. Poleciłabym tę książkę osobom, które nie oczekują nie wiadomo jak dobrej lektury, tylko niezobowiązującej historii.

Moja ocena
6/10

Pusta noc | Czerwone słońce

177. Znak kości

Okładka książki Znak kości
Zmiennkoształtna Mercedes Thompson ma za sobą ciężkie chwile. Najchętniej zamknęłaby się w swoim warsztacie i zajęła tym, co lubi - naprawą samochodów. Niestety rzeczywistość nie chce o niej zapomnieć!

Wampiry wydają na nią wyrok śmierci, despotyczny samiec Alfa wilkołaczej sfory chce z niej zrobić swoją partnerkę, u przyjaciółki z dzieciństwa zalągł się duch... Na dodatek domu Mercy nie chce opuścić wyjątkowo samodzielna i magiczna laska.


Tytuł: Znak kości
Tytuł oryginału: Bone Crossed
Autor: Patricia Briggs
Wydawnictwo: Fabryka słów
Cykl: Mercedes Thompson
Tom: IV
Tłumacz: Dominika Schimscheiner

,,- Od dzisiaj po wsze czasy - głos Adama wydobywał mnie z czeluści, w której się znajdowałam. - Moja dla mnie, tylko moja. Moje stado, moja miłość. - Jego twarz i palce, którymi muskał mój policzek, też były umazane krwią.
- Twoja dla ciebie, tylko ja - odpowiedziałam, choć głos, który się dobył, był chrapliwym szeptem.ˮ

Ledwie skończyłam Pocałunek żelaza, a już zaczynałam kolejną część przygód Mercy. Nie da się ukryć, że Patricia Briggs z każdym kolejnym tomem coraz bardziej wciąga czytelnika w świat wilkołaków, kojotów i wampirów. Z tego powodu bardzo trudno zrobić przerwę w poznawaniu kolejnych perypetii sławnej mechanik. Ja nie dałam sobie szansy na chwilę oddechu, ponieważ czekał na mnie Znak kości.

Mercy po wydarzeniach z nieludźmi jest rozbita. Ciągle rozpamiętuje swoje koszmary i trudno jest jej się pozbierać. Aczkolwiek długie roztrzasanie nie należy w naturze kobiety. Z pomocą Adama oraz przyjaciół powoli wraca do normalnego życia, cokolwiek miałoby to oznaczać w słowniku kojota. Jednak długa przerwa od wszelakich niebezpieczeństw okazuje się niemożliwa. Wampiry wydają na nią wyrok śmierci. Nie chcą komplikować napiętych stosunków z krwiopijcami Mercy postanawia pomóc dawnej znajomej, u której zalągł się duch.

Fabuła kolejnej części jest równie dobra i nieprzewidywalna, jak to się miało w przypadku poprzednich tomów. Tym razem autorka oprócz wampirów, które uwielbiam, dodaje ducha. Od początku przygody z tą serią zjawy były owiane tajemnicą. Nigdy nie było konkretnych informacji o tych niematerialnych postaciach. Dlatego też czwarty tom przynosi więcej faktów o marach, które są widziane przez Mercy. Bardzo mi się podobał pomysł z użyciem nawiedzonego domu, gdyż był lepszy niż nie jeden horror. Znak kości nie był przerażający, jednak posiadał klimat, jak z filmu zgrozy.

,,Jak on może twierdzić, że „Dragon Ball Z" jest lepszy „od Scooby - Doo"? Żadnego szacunku dla klasyki!ˮ

Po raz kolejny serię o Mercy Thompson łączą jedynie bohaterowie oraz tło wydarzeń. Postacie podobnie jak w poprzednich częściach są wyraziści i pełni życia. Najlepiej przedstawiona została główna bohaterka. Po traumie, jaką przeżyła w poprzedniej części, nadal potrafi wziąć sprawy w swoje ręce i nie cackać się z innymi. Jednakże wydarzenia z Pocałunku żelaza równocześnie zostały zapomniane. Autorka pokazuje problemy, z jakimi musi zmierzyć się Mercy.
Pozostali bohaterowie są uroczy i czarujący, czyli pod tym względem nic się nie zmieniło. Oczywiście bardzo się cieszyłam, mając okazję czytać o Stefanie. Jego charakter oraz postawa jest perfekcyjna, tym samym uważam go za jedną z najlepszych postaci.
Nareszcie mogę opowiedzieć trochę o wątku miłosnym. Pojawiał się on od pierwszego tomu, jednak tak naprawdę dopiero w tym nabrał rumieńców. Od początku był do bólu przewidywalny, aczkolwiek nie zabrało mi to radości podczas czytania perypetii Mercy. Krótko mówiąc, wątek miłosny był na tle uroczy i prawdziwy, iż finalnie nie mam nic do zarzucenia autorce.

Akcja w czwartym tomie pędzi na łeb, na szyję. Sądziłam, że autorka będzie za każdym razem prowadzić fabułę spokojnie. Jednak Znak kości jest całkowitym przeciwieństwem powolnego tempa. Właściwie brakuje czasu, aby odetchnąć pomiędzy poszczególnymi wydarzeniami, gdyż co chwilę dzieje się zupełnie coś zaskakującego. I jak wtedy niby można odłożyć książkę?

Znak kości jest kolejny świetnym tomem przygód Mercy. Widać, że od trzeciej części autorka coraz bardziej rozkręca się z historią kojota i wilkołaków. Każda fabuła jest nieprzewidywalna oraz wyjątkowa. Trudno jest znaleźć inną serię, która z każdym kolejnym tomem staje się coraz lepsza.

Moja ocena
7+/10

Za poznanie dalszych losów Mercy serdecznie dziękuję wydawnictwu Fabryka słów!

Zew księżyca | Więzy krwi | Pocałunek Żelaza | Znak kości |Zrodzony ze srebra | 
Piętno Rzeki | Żar mrozu | Night Broken | Fire Touched | Silence Fallen

176. Okrucieństwo

Okładka książki OkrucieństwoGwen Bloom mieszka tylko z ojcem, pracującym w Biurze Bezpieczeństwa Dyplomatycznego. Często podróżuje z nim po świecie, dzięki czemu mówi pięcioma językami i potrafi przetrwać z najbardziej niezbędnym bagażem. Poza tym jest niezłą gimnastyczką i uczy się w nowojorskiej szkole dla dzieci bogaczy i dyplomatów. Jej życie wywraca się do góry nogami, kiedy ojciec znika bez śladu podczas misji w Europie. A córka dowiaduje się, że był agentem CIA.
Oficjalne poszukiwania kończą się fiaskiem. Dziewczyna nie przyjmuje tego do wiadomości i postanawia, że sama odnajdzie ojca. Zmienia tożsamość i rozpoczyna własną krucjatę. Staje się twardą młodą kobietą, wymierzającą sprawiedliwość. Tropy prowadzą ją do paryskich slumsów, nocnych klubów Berlina i wreszcie do siedziby mafijnej rodziny w Pradze. Gwendolyn wie, że aby przeżyć, musi być równie okrutna i bezwzględna jak gangsterzy, na których poluje.

Tytuł: Okrucieństwo
Tytuł oryginału: The Cruelty
Autor: Scott Bergstrom
Wydawnictwo: Bukowy las
Cykl: Okrucieństwo
Tom: I
Tłumacz: Maciej Studencki

Rzadko sięgam po książki, które nie są typowo fantastyczne. Jednak jeżeli to robię, to oznacza, że dana pozycja zaciekawiła mnie opisem fabuły, bądź ma świetne opinie. Okrucieństwo jest debiutem Scotta Bergersoma. Po zapoznaniu się ze streszczeniem historii czytelnik zauważy podobieństwo do filmów akcji między innymi takich James Bourne. I będzie on miał całkowitą rację. Ta pozycja jest właśnie w takich klimatach.

Gwen Bloom żyje jedynie z ojcem, który pracuje w Biurze Bezpieczeństwa Dyplomatycznego. Młoda dziewczyna często podróżuje wraz z tatą po świecie, a pozostały czas spędza w szkole dla bogaczy. Jej sielanka jednak kończy się, gdy pewnego dnia pan Bloom znika bez śladu. Śledztwo i poszukiwania okazują się bezowocne. Aczkolwiek Gwen nie poddaje się tak łatwo. Postanawia na własną rękę szukać tropów, które doprowadzą ją do ojca. W taki oto sposób dziewczyna wplątuje się w niebezpieczną grę.

Jak dotąd nigdy nie czytałam książki z taką fabułą i klimatem. Byłam bardzo ciekawa, jak przypadnie mi do gustu ten typ powieści. Nie będąc do końca pewna czego oczekiwać od tej lektury, czułam jakbym porywała się z motyką na słońce. W końcu trudno wyrazić opinię, nie znając podobnych pozycji. Nie mniej Okrucieństwo było ciekawą powieścią, która może i nie wniosła nic do mojego życia, ale była dobrą rozrywką. Osobiście bardzo lubię filmy akcji, więc Okrucieństwo okazało się takim właśnie filmem na stronach książki. 
Ważnym elementem tej powieści jest klimat oraz tempo akcji. Zarówno jedno, jak i drugie było bardzo dobrze dobrane. Nie mogłam ani razu narzekać, żebym odczuwała znużenie fabułą bądź wydarzeniami. 

Najlepszym elementem całej książki jest przemiana głównej bohaterki. Autor doskonale przedstawił zmiany, jakie zachodzą w Gwen. Z perfekcyjnej córki, musi stać się młodą kobietą, której niestraszna jest przemoc i dążenie za wszelką cenę do własnego celu. Nie jest to jednak zmiana z dnia na dzień, ponieważ wszystko dzieje się stopniowo. Czytelnik ma cały obraz powolnej przemiany bohaterki. Niestety jednak pewne zmiany Gwen były mocno przekoloryzowane, co rzucało się do razu w oczy.

Jednym z największych minusów tej książki jest schematyczność. Autor powiela pewne pomysły, które mi są znane z filmów, a w takim przypadku również z innych książek. Jednak to tylko od czytelnika zależy, czy zwróci na nie uwagę, czy będzie się cieszył pozycją, mimo że nie należy do najbardziej oryginalnych. 

Okrucieństwo okazało miłą lekturą na wieczór. Nie było żadnych fajerwerków ani zupełnie nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Aczkolwiek sądzę, iż ta pozycja może się spodobać czytelnikom bez względu czy czytają książki tego typu, czy nie. 

Moja ocena
7/10

Okrucieństwo | The Greed

Za poznanie Okrucieństwa serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy las.

175. Czas zmierzchu

Okładka książki Czas zmierzchuZawodowy tłumacz otrzymuje zlecenie przekładu hiszpańskiego dziennika wyprawy, która w XVI wieku z polecenia franciszkanina Diega de Landy wyruszyła po święte księgi Majów. Im bardziej tłumacz ulega fascynacji księgą, tym śmielej tajemnicze bóstwa Majów przenikają do współczesnej Moskwy. 

Duszna atmosfera tropikalnej selwy zadomawia się w arbackich zaułkach… Tymczasem z nagłówków gazet, z wiadomości radiowych i telewizyjnych napływają niepokojące doniesienia o kolejnych kataklizmach. Zniszczenia są ogromne, a ofiar – tysiące. Co łączy wierzenia Majów z naszym, zdawałoby się, postreligijnym postrzeganiem rzeczywistości? Czy jest jakiś związek między współczesnymi wydarzeniami a wyprawą opisaną na kartach tajemniczego dziennika? Związek ten zdaje się dostrzegać tylko jeden człowiek.


Tytuł: Czas zmierzchu
Tytuł oryginału: Сумерки времени
Autor: Dmitry Glukovsky
Wydawnictwo: Insignis
Tłumacz: Paweł Podmiotko

Jeszcze do niedawna na swoim koncie miałam jedynie jedną przeczytana książkę Dmitrija Glukhovskiego. Metro 2035 było pierwszą powieścią, jaką poznałam. Bardzo mi się ono podobało i miałam plany, by poznać pozostałe części z serii. Na planach na razie się skończyło, aczkolwiek mając okazję, postanowiłam przeczytać inną książkę tego samego autora. W taki oto sposób poznałam historię tłumacza, który wyrusza w podróż wraz z odkrywcami księgi Majów.

Pewnego dnia rosyjski tłumacz mając dość monotonnej pracy, postanawia podjąć się przetłumaczenia hiszpańskiego tekstu. Początki są dość trudne, gdyż rzadko używał tego języka. Jednakże każda kolejna strona idzie mu coraz łatwiej, ponieważ wciąga się w przedstawioną historię odkrywców księgi Majów. W międzyczasie na świecie dzieją się różne kataklizmy. Co wspólnego ma tajemnicza hiszpańska historia z nieprawdopodobnymi zniszczeniami?

Początki Czasu zmierzchu były bardzo trudne. Nie mogłam "wbić" się w przedstawioną historię, dlatego też pierwsze kilkanaście rozdziałów było mordęgą. Dopiero po jakimś czasie coraz szybciej pochłaniałam historię z wypiekami na twarzy. Dlaczego to tak długo trwało? Autor stopniuje wydarzenia, przez co z początku wszystko szło mozolnie. Czytanie histori hiszpańskiej wyprawy prawie mnie usypiało. Musiało minąć trochę czasu nim przyzwyczaiłam się do stylu pisarza i jedynie wtedy potrafiłam docenić pomysł na tę książkę.
Nie da się ukryć, że Dmitry Glukhovsky ma oryginalne rozwiązania. Fabuła tej powieści z początku prosta i nużąca, po jakimś czasie staje się niezwykle intrygująca. Niestety w Czasie zmierzchu nic nie jest podane na tacy. W takim przypadku trzeba mieć wiele cierpliwości, by przebrnąć przez trudne wprowadzenie.

Tak jak wspominałam wyżej, styl autora jest specyficzny. Podczas Metra 2035 nigdy nie odczuwałam, żeby pisarz zawarł za dużo opisów, bądź informacji. W przypadku Czasu zmierzchu było na odwrót. Trudno mi było przyzwyczaić się do takiego stanu rzeczy przez bardzo długi czas. Nawet po tym, jak wciągnęłam się w historię, to i tak odczuwałam, że wszystkiego jest po trochu za dużo. Jakby autor chciał zawrzeć wszystko, co tylko przyszło mu do głowy. Po części odczuwałam również zagubienie w historii, która stała się w pewnym momencie przekombinowana.

Czas zmierzchu jest nieprzewidywalny. Początek powieści jest dość zwyczajny (obojętnie co by to miało oznaczać w przypadku tłumaczenia starej historii) jednak im dalej w las, tym bardziej akcja się zagęszcza. Z jednej strony rozwiązania wydarzeń są nieprzewidywalne, i to się chwali, jednak z drugiej w moim odczuciu fabuła była przekoloryzowana.
Bohater książki jest zwykłym zjadaczem chleba. Nie wyróżniałby się on niczym, gdyby nie wydarzenia, w jakie się wplątał. Ogólnie wspominam go dobrze, jednak z upływem czasu zapewne o nim zapomnę, gdyż nie zapadł mi on w pamięci.

Czas zmierzchu jest specyficzną historią. Ma ciekawą fabułę, aczkolwiek nie jest to do końca to, o czym chciałabym czytać. Zdecydowanie Metro 2035 będę wspominać milej i znacznie dłużej. Nie mniej jednak nie odradzam tę książki czytelnikom. Jest to powieść, która może przypaść do gustu wielbicielom Dmitrija Glukhovskiego.

Moja ocena
7/10

Za możliwość przeczytania Czasu zmierzchu serdecznie dziękuję wydawnictwu Insignis.

Ostatni wakacyjny Book Haul #3

Wakacje, wakacje i po wakacjach. Te dwa miesiące zdecydowanie za szybko minęły. Niestety wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Jednak nadal będąc jedną nogą w sierpniu, przedstawię Wam ostatnie zdobycze książkowe. Trochę się ich uzbierało od ostatniego postu, dlatego szykujcie się na wiele ciekawych książek. To zacznijmy...


Najpierw opowiem o lewym stosiku (od dołu), by następnie przejść do prawego (od dołu).

Lewy:
W otchłani - kupiłam tę książkę, z myślą, że mi się spodoba. Niestety rzeczywistość nie była taka różowa i nie wiem, czy zdecyduję się na poznanie kolejnych części.
Imperium ognia i Pochodnia w mroku - kupiłam te książki, po usłyszeniu samych pozytywnych opinii. Pierwsza część nie spodobała mi się tak bardzo jak myślałam, jednakże drugi tom wszystko mi wynagrodził.
Okrucieństwo - od wydawnictwa Bukowy las. Jak dotąd nie miałam okazji czytać thrilerru, więc Okrucieństwo było pierwszą taką pozycją. Ogólnie ta powieść podobała mi się, aczkolwiek więcej przeczytacie w recenzji.
Milion odsłon Tash - od wydawnictwa Moondrive. O tej pozycji opowiadałam w recenzji (LINK). Ogólnie miła i lekka lektura idealna na wieczór.
Piękne złamane serca - od wydawnictwa Insignis. Również o tej książce możecie przeczytać recenzje na blogu (LINK). Jedna z niewielu obyczajowych powieści, jakie poznałam i całkiem polubiłam. 
Czas zmierzchu - od wydawnictwa Insignis. To było już drugie spotkanie z autorem Metra. O tej książce również przeczytacie recenzje w najbliższym czasie.
Fałszywy pocałunek - również pozycja od wydawnictwa. Recenzja jest na blogu (LINK) i już nie mogę się doczekać kolejnych części tej intrygującej historii.
Illumiane - zakupiłam tę książkę w czasie akcji Moondrive i to była świetna decyzja. Książka ta jest niebywała. Z niecierpliwością czekam na dalsze części.

Prawy:
Bez serca - kupiłam tę książkę prawie na początku wakacji, jednak nie miałam jakoś czasu, by po nią sięgnąć. Ze względu na zbliżającą się szkołę nie sądzę, abym miała szansę przeczytać ją przed feriami. 
Pocałunek żelaza - od wydawnictwa Fabryka słów. Trzecia część Mercy jest znacznie lepsza niż dwie poprzednie. Co więcej, kolejne tomy utrzymują równie dobry poziom, dlatego też czekam na nowe, polskie wydania ich.
Zawód: Wiedźma - jest to jedna z ostatnich książek, jakie zdołałam kupić. Na nią niestety też mi zabrakło czasu.
Szeptucha - tę książkę kupiłam wraz z Zawodem: Wiedźma. Jest to pierwsza przeczytana książka we wrześniu. Ogólnie historia była przyjemna oraz lekka. 
Próba ognia, Taniec w ogniu i Wiedźmini stos - tę trylogię kupiłam w międzyczasie. Liczyłam na coś lepszego, jednak nie narzekam na nią za bardzo. Co więcej, po niej stwierdziłam, że postacie o imieniu "Rowan" mają ujemne punktu u mnie już na samym stracie. :D

Te wakacje były pod znakiem książek. Nie dość, że pobiłam własny rekord w czytaniu, to jeszcze w zakupach. :D Oby tak zawsze mogło być. 
Skoro znacie już wszystkie moje nowo zamówione książki, może chcielibyście Bookshelf Tour? Ostatni ( i z resztą jedyny) był w 2012. 

Dajcie znać w komentarzu, co sądzicie o tym pomyśle. 
A Wy kupiliście ostatnio jakieś nowe książki?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka