Konkurs z okazji urodzin

Tak jak wczoraj obiecałyśmy, dziś pojawia się konkurs, który będzie trwał, aż do stycznia. Oto regulamin:

1. Organizatorkami konkursu jesteśmy my, założycielki bloga "Niezapomniany czas"
2. Konkurs trwa od 16.12.13 do 04.14.14 do północy. Zgłoszenia wysłane później, nie będą brane pod uwagę
3. Zwycięzca zostanie wyłoniony w ciągu 5 dni od zakończenia konkursu
4. Uczestnikiem może być osoba posiadająca bloga oraz anonimowy użytkownik
5. Nagrody pochodzą, z naszych własnych biblioteczek
6. Zasady uczestnictwa:
  a) Każdy komentarz musi zawierać: nick, e-mail, tytuł wybranej książki oraz odpowiedź na zadanie konkursowe
  b) Zwycięzcą będzie osoba, której odpowiedź najbardziej przypadnie nam do gustu
  c) Po wyłonieniu zwycięzcy, skontaktujemy się z nim mailowo o wygranej
  d) Osoba biorąca udział musi mieszkać na terenie Polski. Nie wysyłamy paczki za granicę.
  e) Na bloga wstawcie podlinkowany baner do konkursu
 *f) Jest to punkt dodatkowy. Miło by było gdybyście obserwowali bloga
7. Do wygrania jest tylko jedna książka(czyli zostanie wyłoniony jeden zwycięzca), którą każdy z was wybiera spośród: Gildia magów, Królestwa Nashiry. Marenie Talithy oraz Spojrzenie elfa.

Wzór zgłoszenia:
a) Zgłaszam się/ Marzę o wygranej/ Dajcie mi to!
b) nick, e-mail, tytuł wybranej książki
c) odpowiedź na zadanie konkursowe

A teraz, kiedy wszystko jest jasne, pytanie konkursowe:
Jakie było wasze najszczęśliwsze/najdziwniejsze Boże Narodzenie i dlaczego? Możecie, tutaj ruszyć wyobraźnią i pogłówkować:)W odpowiedzi liczy się wszystko. Nie macie ograniczenia, w ilości znaków. Możecie napisać opowiadanie, sprawozdanie, wiersz, czyli wszystko co przyjdzie wam do głowy.


W razie wszelkich pytań, dotyczących konkursu można zadawać je tylko pod tym postem, lub skontaktować się z nami mailowo. Życzymy powodzenia!

6 komentarzy :

  1. Zgłaszam się!
    krytykbook@gmail.com
    Marzę o książce: "Spojrzenie elfa".

    ODP: Moje najszczęśliwsze święta Bożego Narodzenia odbyły się, kiedy miałam sześć lat. To właśnie wtedy mogłam po raz pierwszy spędzić je w dużym gronie rodzinnym. Moja babcia wyszła specjalnie na nie ze szpitala, a ja i mój brat grzecznie poczekaliśmy na prezenty właśnie na ten dzień. Właśnie wtedy Wigilia przesunęła się na dzień później, byśmy mogli wszyscy podzielić się opłatkiem i zjeść wspólny posiłek. Pamiętam, że dostałam radio, dzięki czemu muzyka kolęd "oświetliła" dodatkowo ten dzień.

    OdpowiedzUsuń
  2. Marzę o wygranej :)
    like.america@gmail.com
    Chciałabym przeczytać: "Spojrzenie Elfa"

    Moje najszczęśliwsze Boże Narodzenie…

    Wiecie jak to jest pamiętać coś przez mgłę? Tak właśnie wygląda moje dzieciństwo. Jak dobra impreza- nic nie pamiętasz, a potem wszyscy pokazują ci kompromitujące zdjęcia. :) Niczym nie różnię się wiec od milionów dzieci na caaałym świecie. Ja także pamiętam tylko urywki mojego dzieciństwa. Kiedy? Nie pamiętam dokładnej daty. Miałam chyba siedem lat, albo osiem. Razem z moim bratem stałam przed oknem w pokoju i wypatrywałam pierwszej gwiazdki. Po całym domu roznosił się smakowity zapach karpia, grzybów i barszczu. W kącie pokoju stała choinka, wówczas wydająca się niesamowicie wysoka. Kolorowe lampki błyszczały na niej jak gwiazdy, a długie łańcuchy otulały drzewko jak szal. Zadzierałam wysoko głowę i wpatrywałam się w niesamowitego anioła na szczycie. Był na swój sposób żywy; piękna biała suknia, puszyste skrzydełka i delikatny uśmiech, niczym u Mony Lisy. Za oknem rozciągał się pozornie zwykły, świąteczny widok. Ulice, drzewa i płoty pokryte były śniegiem. Niektóre domy tak przyozdobiono, żeby każdy sobie pomyślał „Kowalski się postarał”. Więc stałam tam, kładąc policzek na parapecie, jak w tych wszystkich reklamach świątecznych. Obserwowałam niebo, czekając cierpliwie, aż wreszcie pojawi się pierwsza gwiazdka. Z głośników odtwarzacza płynęły kolędy, akurat wtedy „Jezus Malusieńki”. Z twarzy nie schodził mi szeroki uśmiech, w końcu było Boże Narodzenie. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że unoszę się na skrzydłach w stronę wielkiej, jasnej gwiazdy, za którą podążali pastuszkowie i trzej królowie do nowonarodzonego Zbawiciela. Gdy wróciłam do rzeczywistości, ujrzałam słabo widoczną, wiszącą na niebie gwiazdę. Podskakując radośnie, pobiegłam do kuchni ogłaszając wszystkim swoje odkrycie. Zaczęliśmy znosić do jadalni kolejne półmiski, wypełnione smakowitymi, świątecznymi przysmakami. Stanęliśmy przed stołem. Później zmówiliśmy modlitwę i podzieliliśmy się opłatkiem. W myślach podziękowałam Bogu, że mogę spędzić te święta wśród rodziny. Babcia uroniła kilka łez wzruszenia. Szczęśliwi, uśmiechnięci, usiedliśmy przy stole. Wokół panowała podniosła i jednocześnie radosna atmosfera. Wyjadłam wszystkie uszka z barszczu. Do dziś je uwielbiam.
    Razem z bratem pobiegliśmy do pokoju. Położyliśmy się na dywanie przed choinką. Rodzice i babcia sprzątali po kolacji. Cicho się śmialiśmy i udawaliśmy, że śpimy. Jak to dzieci- chcieliśmy zobaczyć świętego Mikołaja. Już wtedy wiedziałam, że może nie istnieć. Wtedy zobaczyliśmy, jak tata przemyca pod choinkę kilka dużych toreb z prezentami. Oboje podskoczyliśmy i wystraszyliśmy tatę. Przez resztę wieczoru cieszyłam się, że miałam rację. Wiedziałam, że to tata przynosi prezenty. :)
    Dla każdej innej osoby byłyby to zwyczajne święta. Ja jednak sądzę, że nie ma ‘zwykłych świąt’. Każdy wieczór Bożego Narodzenia jest wyjątkowy, ma w sobie „tą magię”. Dla niektórych ludzi różnią się kolorem bombek na choince, ilością prezentów czy długością pasterki w kościele. W dwudziestym pierwszym wieku, gdy święta zaczynają się po Zaduszkach, patrzymy inaczej na ten dzień. Każdy spieszy się do sklepu, by wypatrzyć najlepszy prezent i kupić najlepiej wyglądającego karpia. Chcemy obejrzeć Kevina na Polsacie, bo przecież to już prawie tradycja, kupić mandarynki w Biedronce i zanucić pod nosem melodię ze świątecznej reklamy Coca-Coli. To właśnie z tym kojarzą się ludziom święta. A może chodzi tu o coś więcej…? Rodzina, wspólnie śpiewane kolędy i cud Bożego Narodzenia. Zatrzymajmy się na chwilę, podczas tego świątecznego rozruchu. Popatrzmy na cudną choinkę na rynku, głęboko granatowe niebo, wieczorem pokryte gwiazdami, wsłuchajmy się w kościelny dzwon. Te zwykłe rzeczy potrafią nadać Świętom ich zwyczajową magię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie małe pytanko: to nie musi być prawdziwa historia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musi być. Może być prawdziwa, prawdziwa z wyobraźnią, całkowicie zmyślona. Obojętnie:)

      Usuń
  4. Zgłaszam się! ----> Spojrzenie elfa
    nick Gracenta
    email gracja313@tlen.pl

    Cały tekst się nie mieści, a więc dodam go w dwóch częściach:

    BRĄZOWA BOMBKA

    Weszłam do kolorowego sklepu ze świątecznymi ozdobami. Nie mam pojęcia, co mnie podkusiło. Na pewno nie myślałam w tym momencie o prezencie pod choinkę dla młodszego rodzeństwa, skoro wczoraj była Wigilia. Może to była ciekawość, co się znajduje w takim sklepiku i na własne oczy zobaczyć pozostałości po bożonarodzeniowym szale zakupów? Niewykluczone. Zastanawiał mnie jeszcze jeden fakt – dlaczego ten sklep jest otwarty w tak ważne święto jak Boże Narodzenie?
    Pomieszczenie było przytulnie urządzone. Nie przypominało normalnego sklepu – z artykułami, ladą i sprzedawcą. Przedmioty nie wyglądały, jakby zostały wystawione na sprzedaż, nie były nawet rozmieszczone na półkach z poniżej wypisaną ceną, lecz leżały swobodnie w kartonach bądź tworzyły wystrój pokoju. Lampki choinkowe wisiały nad moją głową, oplatając żyrandol oraz łącząc go z oknami. Gdybym przed wejściem nie zauważyła nazwy sklepu, pomyślałabym, że wkroczyłam do czyjegoś domu.
    Do tej pory nie zauważyłam sprzedawcy, który powinien pilnie strzec towaru i namawiać potencjalnych klientów do jego kupna. Na drzwiach wisiała zawieszka z napisem „OTWARTE”, a więc nie było mowy o pomyłce.
    Moja fascynacja rosła z każdą chwilą. Po mojej prawej stronie stała sztuczna choinka, oblepiona różnokolorowymi bombkami, długimi łańcuchami oraz przyozdobiona wesoło mrugającymi lampkami. Podeszłam do niej, aby z bliska przyjrzeć się temu przepychowi.
    Wisiały na niej tandetne bałwanki, sztuczne dzwoneczki, złote i srebrne gwiazdki, a nawet pierniki i cukierki. Moją uwagę przyciągnęła jedna z dużych, kulistych bombek, jakich nie brakowało na drzewku. Byłam pewna, że była ręcznie malowana – niemożliwe, aby takie cudo wyszło spod maszyny. Matowy brąz dekoracji ledwo odbijał światełka choinkowych lampek. Zmrużyłam oczy, aby lepiej dojrzeć szczegóły obrazka, widniejącego na świątecznej ozdobie. Wyraźnie widziałam drewnianą chatkę oraz unoszący się z jej komina dym, rozwiewany przez niewidzialny wiatr w zimową noc. Artysta zadbał o drobiazgi – w oknie malutkiego domku znajdowało się zielone drzewko, a pod nim kilka prezentów. Obok chatki dziewczynka i chłopiec lepili bałwana, świetnie się przy tym bawiąc, o czym świadczyły podekscytowane uśmiechy na ich twarzyczkach.
    Zrobiło mi się nagle zimno. Wyżej naciągnęłam rękawiczki, których nie zdążyłam zdjąć po wejściu do sklepu. Odwróciłam głowę w kierunku, którym powinny znajdować się świąteczne ozdoby oraz drzwi, ale ku mojemu zdumieniu ujrzałam wysokie zaspy śniegu i gęsty, zielony las. Padał śnieg…
    Zanim zaczęłam zastanawiać się, co się stało i dlaczego nie jestem w sklepie, usłyszałam dziecięcy śmiech i od razu zwróciłam się do jego źródła. Przed moimi oczami pojawiły się dzieci, chatka, bałwan i hektolitry śniegu - obraz podobny do bombkowego obrazka. Nie, nie podobny. Identyczny. Przez chwilę zdawało mi się, że po prostu śnię, ale z miejsca odrzuciłam ten pomysł, ponieważ w śnie odczuwany przeze mnie chłód byłby z pewnością mniej dokuczliwy.
    Wiatr rozwiewał nie tylko dym z komina, ale również zaspy śniegu, przesuwając pojedyncze kryształki na nowe miejsce, tak samo jak piaskowe usypiska na pustyni w oglądanych przeze mnie filmach dokumentalnych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzieci dokończyły bałwana, doprawiając mu nos z patyka oraz złowieszczy uśmiech i oczy z wygrzebanych spod zwałów śniegu kamyczków. Szczęśliwe, wbiegły do domu, na chwilę pokazując mi jego wnętrze. W głębi mieszkania stała odwrócona tyłem kobieta, mieszająca wielką chochlą w garnku. Sekundę później drzwi znowu się zatrzasnęły, a ja dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie próbowałam zrobić kroku w stronę domku ani zapytać dzieci, gdzie jestem i co to za okolica.
    - Widzę, że znalazła pani interesujący przedmiot – odezwał się za mną ciepły, męski głos. Byłam trochę za młoda na zwracanie się do mnie per pani, ale uznałam to za miły komplement. Odwróciłam się w jego stronę. Ponownie znajdowałam się w przytulnym sklepie, który na kilka minut zniknął mi sprzed oczu… i spod nóg. Zdezorientowana, przepraszająco uśmiechnęłam się do starszego pana, który stał przede mną. Domyśliłam się, że to był właściciel i oczekiwał ode mnie wyjaśnień.
    - Ja… tak tylko oglądałam.
    - Oczywiście – zrównał się ze mną i tak jak ja przyjrzał się dziwnej bombce – Niektóre przedmioty posiadają dusze. Szukają swojego właściciela.
    - Naprawdę? – zapytałam bez entuzjazmu. Nie byłam pewna czy zdrowie psychiczne mojego rozmówcy jest w dobrym stanie, ale za chwilę zganiłam się w myślach za taką nieuprzejmość.
    - Tak. I myślę, że ta bombka chce należeć do pani. Niech pani ją weźmie do domu i powiesi na swojej choince.
    -Mówi pan poważnie? Za ile…?
    - To nie jest normalny sklep, o czym chyba pani zdążyła się przekonać. Dostanie pani ją za darmo.
    Zdjął brązową bombkę z choinki i włożył mi ją w ręce. Nie nadążałam za biegiem wydarzeń. Chciałam krzyknąć „Stop!” i wszystko na spokojnie zrozumieć. Jednak nie miałam więcej czasu. Najpierw jakaś siła ciągnie mnie do tego sklepu, potem znalazłam się w innej rzeczywistości i na koniec spotkanie właściciel. Obiecałam sobie, że całą tą sprawę przemyślę w domu, chociaż wiedziałam, że niczego więcej nie wymyślę.
    - Ale dlaczego ja? – spytałam w ostatniej próbie odkrycia przyczyny tych dziwnych zjawisk.
    - Mówi się, że zwierzęta mogą przemówić w jeden dzień w roku ludzkim głosem. Dlaczego przedmioty miałyby być nieme w drugi dzień – Boże Narodzenie?
    Pożegnałam się ze sprzedawcą, który w rzeczywistości nie był sprzedawcą, a darczyńcą. Jak przez mgłę pamiętałam powrót do domu. Zaś myśli jemu towarzyszące i późniejsze, pamiętałam doskonale. Nietypowy prezent powiesiłam na jednej z widocznych gałązek choinki. Tegoroczne Boże Narodzenie było nietypowe, unikatowe, pełne zagadek, a wszystko przez jedną bombkę.
    Po wielu godzinach zastanawiania się, doszłam do wniosku, że nieważne jest, co się tam stało. Może tajemniczy właściciel sklepu miał rację, może przedmioty też mają dusze. W niektórych chwilach zdrowy rozsądek buntował się przeciwko takiemu myśleniu. Jednak kiedy mój umysł otwierał się na istnienie świata, którego nie mogła zobaczyć bezpośrednio oczami, podświadomość podszeptywała mi jedno słówko: magia.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku! Jeżeli dotarłeś tak daleko, pozostaw po sobie jakiś ślad. Będzie nam niezmiernie miło, czytając Twoją opinie.
Oprócz tego zachęcamy do pozostawiania linków do swoich blogów. Z pewnością Cię odwiedzimy! :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka