Wyniki konkursu!

No cóż trochę żałujemy, że tylko trzy osoby wzięły udział w konkursie. Pomimo tego trudno było wybrać zwycięzce, a każde zgłoszenie było niesamowite. Chcemy wszystkich podziękować, za udział w konkursie. A zwycięzca jest......
 
Gracenta
A o to jest jej opowiadanie, które nas bardzo zauroczyło:

BRĄZOWA BOMBKA

Weszłam do kolorowego sklepu ze świątecznymi ozdobami. Nie mam pojęcia, co mnie podkusiło. Na pewno nie myślałam w tym momencie o prezencie pod choinkę dla młodszego rodzeństwa, skoro wczoraj była Wigilia. Może to była ciekawość, co się znajduje w takim sklepiku i na własne oczy zobaczyć pozostałości po bożonarodzeniowym szale zakupów? Niewykluczone. Zastanawiał mnie jeszcze jeden fakt – dlaczego ten sklep jest otwarty w tak ważne święto jak Boże Narodzenie?
Pomieszczenie było przytulnie urządzone. Nie przypominało normalnego sklepu – z artykułami, ladą i sprzedawcą. Przedmioty nie wyglądały, jakby zostały wystawione na sprzedaż, nie były nawet rozmieszczone na półkach z poniżej wypisaną ceną, lecz leżały swobodnie w kartonach bądź tworzyły wystrój pokoju. Lampki choinkowe wisiały nad moją głową, oplatając żyrandol oraz łącząc go z oknami. Gdybym przed wejściem nie zauważyła nazwy sklepu, pomyślałabym, że wkroczyłam do czyjegoś domu.
Do tej pory nie zauważyłam sprzedawcy, który powinien pilnie strzec towaru i namawiać potencjalnych klientów do jego kupna. Na drzwiach wisiała zawieszka z napisem „OTWARTE”, a więc nie było mowy o pomyłce.
Moja fascynacja rosła z każdą chwilą. Po mojej prawej stronie stała sztuczna choinka, oblepiona różnokolorowymi bombkami, długimi łańcuchami oraz przyozdobiona wesoło mrugającymi lampkami. Podeszłam do niej, aby z bliska przyjrzeć się temu przepychowi.
Wisiały na niej tandetne bałwanki, sztuczne dzwoneczki, złote i srebrne gwiazdki, a nawet pierniki i cukierki. Moją uwagę przyciągnęła jedna z dużych, kulistych bombek, jakich nie brakowało na drzewku. Byłam pewna, że była ręcznie malowana – niemożliwe, aby takie cudo wyszło spod maszyny. Matowy brąz dekoracji ledwo odbijał światełka choinkowych lampek. Zmrużyłam oczy, aby lepiej dojrzeć szczegóły obrazka, widniejącego na świątecznej ozdobie. Wyraźnie widziałam drewnianą chatkę oraz unoszący się z jej komina dym, rozwiewany przez niewidzialny wiatr w zimową noc. Artysta zadbał o drobiazgi – w oknie malutkiego domku znajdowało się zielone drzewko, a pod nim kilka prezentów. Obok chatki dziewczynka i chłopiec lepili bałwana, świetnie się przy tym bawiąc, o czym świadczyły podekscytowane uśmiechy na ich twarzyczkach.
Zrobiło mi się nagle zimno. Wyżej naciągnęłam rękawiczki, których nie zdążyłam zdjąć po wejściu do sklepu. Odwróciłam głowę w kierunku, którym powinny znajdować się świąteczne ozdoby oraz drzwi, ale ku mojemu zdumieniu ujrzałam wysokie zaspy śniegu i gęsty, zielony las. Padał śnieg…
Zanim zaczęłam zastanawiać się, co się stało i dlaczego nie jestem w sklepie, usłyszałam dziecięcy śmiech i od razu zwróciłam się do jego źródła. Przed moimi oczami pojawiły się dzieci, chatka, bałwan i hektolitry śniegu - obraz podobny do bombkowego obrazka. Nie, nie podobny. Identyczny. Przez chwilę zdawało mi się, że po prostu śnię, ale z miejsca odrzuciłam ten pomysł, ponieważ w śnie odczuwany przeze mnie chłód byłby z pewnością mniej dokuczliwy.
Wiatr rozwiewał nie tylko dym z komina, ale również zaspy śniegu, przesuwając pojedyncze kryształki na nowe miejsce, tak samo jak piaskowe usypiska na pustyni w oglądanych przeze mnie filmach dokumentalnych.Dzieci dokończyły bałwana, doprawiając mu nos z patyka oraz złowieszczy uśmiech i oczy z wygrzebanych spod zwałów śniegu kamyczków. Szczęśliwe, wbiegły do domu, na chwilę pokazując mi jego wnętrze. W głębi mieszkania stała odwrócona tyłem kobieta, mieszająca wielką chochlą w garnku. Sekundę później drzwi znowu się zatrzasnęły, a ja dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie próbowałam zrobić kroku w stronę domku ani zapytać dzieci, gdzie jestem i co to za okolica.
- Widzę, że znalazła pani interesujący przedmiot – odezwał się za mną ciepły, męski głos. Byłam trochę za młoda na zwracanie się do mnie per pani, ale uznałam to za miły komplement. Odwróciłam się w jego stronę. Ponownie znajdowałam się w przytulnym sklepie, który na kilka minut zniknął mi sprzed oczu… i spod nóg. Zdezorientowana, przepraszająco uśmiechnęłam się do starszego pana, który stał przede mną. Domyśliłam się, że to był właściciel i oczekiwał ode mnie wyjaśnień.
- Ja… tak tylko oglądałam.
- Oczywiście – zrównał się ze mną i tak jak ja przyjrzał się dziwnej bombce – Niektóre przedmioty posiadają dusze. Szukają swojego właściciela.
- Naprawdę? – zapytałam bez entuzjazmu. Nie byłam pewna czy zdrowie psychiczne mojego rozmówcy jest w dobrym stanie, ale za chwilę zganiłam się w myślach za taką nieuprzejmość.
- Tak. I myślę, że ta bombka chce należeć do pani. Niech pani ją weźmie do domu i powiesi na swojej choince.
-Mówi pan poważnie? Za ile…?
- To nie jest normalny sklep, o czym chyba pani zdążyła się przekonać. Dostanie pani ją za darmo.
Zdjął brązową bombkę z choinki i włożył mi ją w ręce. Nie nadążałam za biegiem wydarzeń. Chciałam krzyknąć „Stop!” i wszystko na spokojnie zrozumieć. Jednak nie miałam więcej czasu. Najpierw jakaś siła ciągnie mnie do tego sklepu, potem znalazłam się w innej rzeczywistości i na koniec spotkanie właściciel. Obiecałam sobie, że całą tą sprawę przemyślę w domu, chociaż wiedziałam, że niczego więcej nie wymyślę.
- Ale dlaczego ja? – spytałam w ostatniej próbie odkrycia przyczyny tych dziwnych zjawisk.
- Mówi się, że zwierzęta mogą przemówić w jeden dzień w roku ludzkim głosem. Dlaczego przedmioty miałyby być nieme w drugi dzień – Boże Narodzenie?
Pożegnałam się ze sprzedawcą, który w rzeczywistości nie był sprzedawcą, a darczyńcą. Jak przez mgłę pamiętałam powrót do domu. Zaś myśli jemu towarzyszące i późniejsze, pamiętałam doskonale. Nietypowy prezent powiesiłam na jednej z widocznych gałązek choinki. Tegoroczne Boże Narodzenie było nietypowe, unikatowe, pełne zagadek, a wszystko przez jedną bombkę.
Po wielu godzinach zastanawiania się, doszłam do wniosku, że nieważne jest, co się tam stało. Może tajemniczy właściciel sklepu miał rację, może przedmioty też mają dusze. W niektórych chwilach zdrowy rozsądek buntował się przeciwko takiemu myśleniu. Jednak kiedy mój umysł otwierał się na istnienie świata, którego nie mogła zobaczyć bezpośrednio oczami, podświadomość podszeptywała mi jedno słówko: magia. 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku! Jeżeli dotarłeś tak daleko, pozostaw po sobie jakiś ślad. Będzie nam niezmiernie miło, czytając Twoją opinie.
Oprócz tego zachęcamy do pozostawiania linków do swoich blogów. Z pewnością Cię odwiedzimy! :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka